http://harry-styles-and-jessica-pollow.blogspot.com/2014/03/rozdzia-1.html
PIERWSZY ROZDZIAŁ JUŻ JEST
środa, 5 marca 2014
niedziela, 2 marca 2014
NOWY BLOG
Hej <3 Mam nowy blog o Harry'm i Jessicy :D Aby na niego przejść kliknij na ten tekst :3
(jeśli nie działa : http://harry-styles-and-jessica-pollow.blogspot.com/ )
(jeśli nie działa : http://harry-styles-and-jessica-pollow.blogspot.com/ )
sobota, 15 lutego 2014
48 - KONIEC!
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
Ciągle myślałam o Liamie i jego koledze. Musimy się jakoś dogadać.
-Cześć Mon. -Zayn wszedł do sali razem z Laurą.
-Cześć. Co z Liamem i Hazzą? -Spytałam.
-Nie wiem. Miejmy nadzieję, że to wszystko się skończy...
*2 mies. później*
Wszystko było dobrze. Sprawa z Liamem i Hazzą została wyjaśniona. Przeprowadziliśmy się do San Francisco a wraz z nami Lou, eh. Kupiliśmy apartament obok plaży. Niestety zespół Zayn'a się rozpadł. A on? On jest okropny. Za bardzo opiekuńczy. Znowu wróciłam do cięcia się. On tego nie wie. Mam go dość. D O Ś Ć.
-Idę z koleżankami do miasta. -Chwyciłam za torbę.
-Nie idziesz. Nie będę zajmował się Laurą.
-Idę kurwa! Laura sama się może pobawić!
-Pierdolę. O której chcesz wrócić?
-20.00 czyli za 2 godziny.
-19.00 -Powiedział.
-19.30? -Poprosiłam.
-Dobra, jezu. Idź już.
Włożyłam buty i zimowo-wiosenną kurtkę. Wybiegłam z domu i podeszłam do Kate i Sashy.
-Hej! -Cmoknęłam je w policzek po przyjacielsku.
-Hej. -Powiedziały w tym samym momencie.
-Muszę o 19.30 być w domu. -Szepnęłam.
-Co!? Czemu?!
-Zayn kazał...
-Hahahahahahahaha! -Wybuchnęły śmiechem.
-Przestańcie! -Krzyknęłam.
-Beka. Nie umiesz powiedzieć "nie wrócę o 19.30 tylko o 21.00 czy 20.00." ? - W tym momencie przypomniałam sobie, jak Zay mnie uderzył, bo się sprzeciwiłam.
-Nie...
-O ja pierdole. Bo co? Bo się popłacze? -Prawie leżały na ziemi ze śmiechu. Dość.
- O ja pierdole. Takie przyjaciółeczki z was? Takie że zamiast mnie wspierać to mają beke? Spierdalajcie obie, nie chcę was znać. -Odwróciłam się i poszłam w kierunku domu. Cicho do niego weszłam. Ba, bardzo cicho. Chciałam posiedzieć trochę sama...
*40 minut później*
*O. Zayna*
Oglądałem telewizje. Usłyszałem dźwięk sms'a, który dochodził z kuchni. Powoli wszedłem do pomieszczenia. Przeczytałem sms'a o tym, że wygrałem BMW. Masakra. Odłożyłem telefon.
W Ł Ą C Z T O http://www.youtube.com/watch?v=FHG2oizTlpY
Usiadłem na fotelu przy małym stoliku i myślałem o Mon. Tęsknie za nią. Nie ma jej 45 minut i już tęsknie. Pamiętam jak ją uderzyłem, bo chciała jedynie wyjść na spacer. Pamiętam jak się przeze mnie cięła. Pamiętam wszystko. Jestem potworem, nie człowiekiem. Muszę ją przeprosić. Muszę. Zrobię wszystko. Usłyszałem nagle dźwięk sms'a... tym razem Mon. Dochodził z łazienki. Co kurwa? Nacisnąłem klamkę - zamknięte.
-Monica? -Zapukałem. - Otwórz. Nic Ci nie zrobię. Przepraszam. -Cały czas myślałem o tym, co jej robiłem. Łzy kapały mi na podłogę. -Monica? -Wstrzymałem oddech i nie ruszałem się. Nic nie słyszę. Nic a nic. Pociągnąłem mocniej za klamke. Drzwi się otworzyły.
-Monica! -Krzyknąłem, gdy ujrzałem Monicę całą zakrwawioną z pociętymi rękoma a obok pustą szklankę z 3 opakowaniami tabletek i kartką ,,Wybacz. Już nie będę wam przeszkadzać... Zrobiłam to 5 minut po wyjściu. Za pewne już nie żyję. Żegnaj."
-Mon! -Wybuchnąłem płaczem. Sprawdziłem tętno, oddech, temperaturę i wszystko. Nie żyje. To koniec. Jej już nie ma... Zostały tylko wspomnienia i zdjęcia...
*Tydzień później*
Odbywał się pogrzeb Monici. Wraz z Laurą stałem w smutku. Laura stała obok mnie zapłakana. Wszyscy praktycznie płakali. Patrzałem się jak wkładają trumnę do głębokiego dołu. Był to okropny widok. Jej włosy opadały na twarz. Leżała lekko się uśmiechając.
-Kocham Cię... -Wyszeptałem zanim zaczęli zakopywać trumnę.
-Mamusia! -Krzyczała Laura. -Mamusiu!
-Cii. Mamusia jest w niebie. -Próbowałem ją uspokoić.
-Ale ja nie chcę. -Rozpłakała się. Podszedł do nas Lou.
-Współczuję wam... Ale nadal nie wiem, co się stało dokładnie.
-Louis to moja wina. Ona się pocięła i połknęła 3 opakowania tabletek. Napisała mi kartkę. -Podałem mu kawałek papieru. Lou go przeczytał. W mojej głowie malowały się obrazy naszej przyszłości jak i naszych wspomnień. Najgorsze jest to, że zmarła przeze mnie. To ja to zrobiłem. Ja ją zabiłem. -Jak chcesz możesz iść z gośćmi do restauracji. Powiesz im wtedy, że musiałem iść do domu.
-Okej. -Odpowiedział krótko.
-Chodź Lau. -Wsiedliśmy do auta i wróciliśmy do domu. Laura... jest jeszcze mała. Wbiegła do pokoiku i zaczęła bawić się lalkami. Ja wszedłem do sypialni. Pomyślałem sobie "Tu zaraz będzie stała moja Mon" ale ujrzałem pusty pokój. Na kolejny dzień robiąc śniadanie myślałem "Zaraz podam to mojemu skarbowi" ale jadłem w samotności i ciszy słysząc tylko tykanie zegara. Szczerze? Gdy coś zepsułem chciałem usłyszeć "Ty idioto, kurwa. Jesteś beznadziejny!" i zobaczyć mojego misia który pomaga mi to naprawić, lecz Laura zawsze podbiegała i próbowała pomagać. Zawsze gdy szedłem do pracy chciałem całować Monicę na pożegnanie ale zawsze wtedy żegnałem się z Laurą. Chcę aby wszystko wróciło. Nie chcę tak żyć, bez mojego skarba. To tak jakby umarło 90 % mojego życia.
Dni mijały szaro i ponuro. Prawie zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że jej już nie ma. Nocami pragnąłem ją przytulać, ale czułem tylko jej zapach na poduszce. To już nie to samo. Ona już nie wróci...
To już koniec opowiadania o Zaynie i Mon. Dziękuję za to, że dodawaliście mi weny swoimi komentarzami. Dziękuję ogólnie za to, że czytaliście moje opowiadanie. Jeśli przeczytałeś ten rozdział - napisz komentarz. Może być to zwykła kropka, ale chcę wiedzieć ile osób to czyta. Pewnie napiszę jeszcze jakiegoś imagina, ale to po feriach. Za błędy czy coś przepraszam!
Dziękuję za wszystko! :')
Pamiętaj - przeczytałeś = komentarz!
Ps. Na początku marca zaglądaj tu, może wstawie link do nowego bloga. :)
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
PRZECZYTAŁEŚ? NAPISZ KOMENTARZ. CHOCIAŻ KROPKA!
Ciągle myślałam o Liamie i jego koledze. Musimy się jakoś dogadać.
-Cześć Mon. -Zayn wszedł do sali razem z Laurą.
-Cześć. Co z Liamem i Hazzą? -Spytałam.
-Nie wiem. Miejmy nadzieję, że to wszystko się skończy...
*2 mies. później*
Wszystko było dobrze. Sprawa z Liamem i Hazzą została wyjaśniona. Przeprowadziliśmy się do San Francisco a wraz z nami Lou, eh. Kupiliśmy apartament obok plaży. Niestety zespół Zayn'a się rozpadł. A on? On jest okropny. Za bardzo opiekuńczy. Znowu wróciłam do cięcia się. On tego nie wie. Mam go dość. D O Ś Ć.
-Idę z koleżankami do miasta. -Chwyciłam za torbę.
-Nie idziesz. Nie będę zajmował się Laurą.
-Idę kurwa! Laura sama się może pobawić!
-Pierdolę. O której chcesz wrócić?
-20.00 czyli za 2 godziny.
-19.00 -Powiedział.
-19.30? -Poprosiłam.
-Dobra, jezu. Idź już.
Włożyłam buty i zimowo-wiosenną kurtkę. Wybiegłam z domu i podeszłam do Kate i Sashy.
-Hej! -Cmoknęłam je w policzek po przyjacielsku.
-Hej. -Powiedziały w tym samym momencie.
-Muszę o 19.30 być w domu. -Szepnęłam.
-Co!? Czemu?!
-Zayn kazał...
-Hahahahahahahaha! -Wybuchnęły śmiechem.
-Przestańcie! -Krzyknęłam.
-Beka. Nie umiesz powiedzieć "nie wrócę o 19.30 tylko o 21.00 czy 20.00." ? - W tym momencie przypomniałam sobie, jak Zay mnie uderzył, bo się sprzeciwiłam.
-Nie...
-O ja pierdole. Bo co? Bo się popłacze? -Prawie leżały na ziemi ze śmiechu. Dość.
- O ja pierdole. Takie przyjaciółeczki z was? Takie że zamiast mnie wspierać to mają beke? Spierdalajcie obie, nie chcę was znać. -Odwróciłam się i poszłam w kierunku domu. Cicho do niego weszłam. Ba, bardzo cicho. Chciałam posiedzieć trochę sama...
*40 minut później*
*O. Zayna*
Oglądałem telewizje. Usłyszałem dźwięk sms'a, który dochodził z kuchni. Powoli wszedłem do pomieszczenia. Przeczytałem sms'a o tym, że wygrałem BMW. Masakra. Odłożyłem telefon.
W Ł Ą C Z T O http://www.youtube.com/watch?v=FHG2oizTlpY
Usiadłem na fotelu przy małym stoliku i myślałem o Mon. Tęsknie za nią. Nie ma jej 45 minut i już tęsknie. Pamiętam jak ją uderzyłem, bo chciała jedynie wyjść na spacer. Pamiętam jak się przeze mnie cięła. Pamiętam wszystko. Jestem potworem, nie człowiekiem. Muszę ją przeprosić. Muszę. Zrobię wszystko. Usłyszałem nagle dźwięk sms'a... tym razem Mon. Dochodził z łazienki. Co kurwa? Nacisnąłem klamkę - zamknięte.
-Monica? -Zapukałem. - Otwórz. Nic Ci nie zrobię. Przepraszam. -Cały czas myślałem o tym, co jej robiłem. Łzy kapały mi na podłogę. -Monica? -Wstrzymałem oddech i nie ruszałem się. Nic nie słyszę. Nic a nic. Pociągnąłem mocniej za klamke. Drzwi się otworzyły.
-Monica! -Krzyknąłem, gdy ujrzałem Monicę całą zakrwawioną z pociętymi rękoma a obok pustą szklankę z 3 opakowaniami tabletek i kartką ,,Wybacz. Już nie będę wam przeszkadzać... Zrobiłam to 5 minut po wyjściu. Za pewne już nie żyję. Żegnaj."
-Mon! -Wybuchnąłem płaczem. Sprawdziłem tętno, oddech, temperaturę i wszystko. Nie żyje. To koniec. Jej już nie ma... Zostały tylko wspomnienia i zdjęcia...
*Tydzień później*
Odbywał się pogrzeb Monici. Wraz z Laurą stałem w smutku. Laura stała obok mnie zapłakana. Wszyscy praktycznie płakali. Patrzałem się jak wkładają trumnę do głębokiego dołu. Był to okropny widok. Jej włosy opadały na twarz. Leżała lekko się uśmiechając.
-Kocham Cię... -Wyszeptałem zanim zaczęli zakopywać trumnę.
-Mamusia! -Krzyczała Laura. -Mamusiu!
-Cii. Mamusia jest w niebie. -Próbowałem ją uspokoić.
-Ale ja nie chcę. -Rozpłakała się. Podszedł do nas Lou.
-Współczuję wam... Ale nadal nie wiem, co się stało dokładnie.
-Louis to moja wina. Ona się pocięła i połknęła 3 opakowania tabletek. Napisała mi kartkę. -Podałem mu kawałek papieru. Lou go przeczytał. W mojej głowie malowały się obrazy naszej przyszłości jak i naszych wspomnień. Najgorsze jest to, że zmarła przeze mnie. To ja to zrobiłem. Ja ją zabiłem. -Jak chcesz możesz iść z gośćmi do restauracji. Powiesz im wtedy, że musiałem iść do domu.
-Okej. -Odpowiedział krótko.
-Chodź Lau. -Wsiedliśmy do auta i wróciliśmy do domu. Laura... jest jeszcze mała. Wbiegła do pokoiku i zaczęła bawić się lalkami. Ja wszedłem do sypialni. Pomyślałem sobie "Tu zaraz będzie stała moja Mon" ale ujrzałem pusty pokój. Na kolejny dzień robiąc śniadanie myślałem "Zaraz podam to mojemu skarbowi" ale jadłem w samotności i ciszy słysząc tylko tykanie zegara. Szczerze? Gdy coś zepsułem chciałem usłyszeć "Ty idioto, kurwa. Jesteś beznadziejny!" i zobaczyć mojego misia który pomaga mi to naprawić, lecz Laura zawsze podbiegała i próbowała pomagać. Zawsze gdy szedłem do pracy chciałem całować Monicę na pożegnanie ale zawsze wtedy żegnałem się z Laurą. Chcę aby wszystko wróciło. Nie chcę tak żyć, bez mojego skarba. To tak jakby umarło 90 % mojego życia.
Dni mijały szaro i ponuro. Prawie zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że jej już nie ma. Nocami pragnąłem ją przytulać, ale czułem tylko jej zapach na poduszce. To już nie to samo. Ona już nie wróci...
To już koniec opowiadania o Zaynie i Mon. Dziękuję za to, że dodawaliście mi weny swoimi komentarzami. Dziękuję ogólnie za to, że czytaliście moje opowiadanie. Jeśli przeczytałeś ten rozdział - napisz komentarz. Może być to zwykła kropka, ale chcę wiedzieć ile osób to czyta. Pewnie napiszę jeszcze jakiegoś imagina, ale to po feriach. Za błędy czy coś przepraszam!
Dziękuję za wszystko! :')
Pamiętaj - przeczytałeś = komentarz!
Ps. Na początku marca zaglądaj tu, może wstawie link do nowego bloga. :)
piątek, 7 lutego 2014
47
-DOŚĆ. -W tym momencie się mocno wkurzyłam. Wzięłam jakieś drewniane krzesło i rzuciłam nim o Liama. Ono się rozwaliło. On upadł. - Spierdalaj. -Szepnęłam. Czy za mocno się wkurwiłam?
-Gdzie uciekasz? -Za mną stał Harry. NIEE KURWA! On jest najgorszy, nie cierpię go... Dość życia, umieram. Wybiegłam z domu bez kurtki, bez butów. Kurwa, byłam bez kurtki i biegłam bez butów po śniegu.
-Zostaw mnie! -Wrzasnęłam gdy Hazz był już blisko mnie a byliśmy daleko od domu. Chwile rozmyślał.
-Spoko, zostawiam cię. ZOSTAWIAM. Marźnij sobie. Spierdalaj. -Popchnął mnie na śnieg po czym zadrżałam z zimna.
*20 minut później*
Byłam na jakimś polu. Nie mogłam ruszać palcami. Krzyczałam i prosiłam o pomoc 5 minut. W końcu straciłam głos. To już koniec. Nie wiem gdzie jestem... Poddaję się. Telefon rozładowany - dla jasności. Podbiegłam do jakiejś ulicy. Jeździło tam pełno aut. Machałam ręką i płakałam. Ktoś się zatrzymał.
-Mon!? -To był Louis. Nic nie mówiłam. Wpakowałam mu się do auta
-Do Zayna -szepnęłam. - SZYBCIEJ!
Nie zwracaliśmy uwagi na auta i pędziliśmy do mojego domu. Byliśmy na miejscu w ciągu 2 minut.. Jakim cudem?! Wybiegłam z auta i wleciałam do domu. Usiadłam na niskim kaloryferze. Dopiero po 2 minutach poczułam ciepło.
*5 min później*
Zeszłam z kaloryfera i poszłam do sypialni.
-Zayn? -Szukałam go.
-Monica! Kurwa! Nie rozumiesz zdania "nic się nie stało" czy "to nic" ?! Musiałaś tam iść?! Jezu...
-Ale...
-Ćśśś. -Przytulił mnie po czym od razu się rozgrzałam. Było mi ciepło ale w jednej chwili poczułam się jakbym była zatopiona w śniegu.
-Zayn zimno zimno -Zemdlałam, kurwa. Nienawidzę tej pieprzonej choroby.
*O.Zayna*
Zawiozłem Monice do szpitala. Laura była wraz z nami. Monica... "Ona tylko zemdlała" a czekam już od godziny.
-Zayn Malik? -Zaczepiła mnie jakaś pielęgniarka.
-Tak, co jest?
-Musimy już teraz operować serce. Nie można czekać.
-Co, ale jak to?! -Złapałem się za włosy, nie rozumiem!
-Zaczynamy za kilka minut. Dla nas to poważny wypadek, jesteśmy kompletnie nie przygotowani. Mamy kilka minut na rozpoczęcie. -Wbiegłem na salę, sam nie wiem po co. Usiadłem obok zimnej Mon.
-Mon? Mon...
-Proszę wyjść, w tej chwili. JUŻ!
-Trzymaj się. -Cmoknąłem ją w usta i wybiegłem z sali.
-Kończymy za 8 godzin. Może pan jechać do domu.
Nie wiem co robić. Wróciłem do domu.
*3 dni później*
*O.Monici*
Operacja przebiegła pomyślnie. Nie mogę uwierzyć. Będę żyła! Czuję się o wiele lepiej. Muszę zostać jeszcze 2 dni w szpitalu. Jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi... Ale co z Hazzą i Liamem? Boję się...
---
Za błędy przepraszam i wiem, że nie znam się na operacjach ale kit jest jak jest pisałam to długo XDDDDDDDD
-Gdzie uciekasz? -Za mną stał Harry. NIEE KURWA! On jest najgorszy, nie cierpię go... Dość życia, umieram. Wybiegłam z domu bez kurtki, bez butów. Kurwa, byłam bez kurtki i biegłam bez butów po śniegu.
-Zostaw mnie! -Wrzasnęłam gdy Hazz był już blisko mnie a byliśmy daleko od domu. Chwile rozmyślał.
*20 minut później*
Byłam na jakimś polu. Nie mogłam ruszać palcami. Krzyczałam i prosiłam o pomoc 5 minut. W końcu straciłam głos. To już koniec. Nie wiem gdzie jestem... Poddaję się. Telefon rozładowany - dla jasności. Podbiegłam do jakiejś ulicy. Jeździło tam pełno aut. Machałam ręką i płakałam. Ktoś się zatrzymał.
-Mon!? -To był Louis. Nic nie mówiłam. Wpakowałam mu się do auta
-Do Zayna -szepnęłam. - SZYBCIEJ!
Nie zwracaliśmy uwagi na auta i pędziliśmy do mojego domu. Byliśmy na miejscu w ciągu 2 minut.. Jakim cudem?! Wybiegłam z auta i wleciałam do domu. Usiadłam na niskim kaloryferze. Dopiero po 2 minutach poczułam ciepło.
*5 min później*
Zeszłam z kaloryfera i poszłam do sypialni.
-Zayn? -Szukałam go.
-Monica! Kurwa! Nie rozumiesz zdania "nic się nie stało" czy "to nic" ?! Musiałaś tam iść?! Jezu...
-Ale...
-Ćśśś. -Przytulił mnie po czym od razu się rozgrzałam. Było mi ciepło ale w jednej chwili poczułam się jakbym była zatopiona w śniegu.
-Zayn zimno zimno -Zemdlałam, kurwa. Nienawidzę tej pieprzonej choroby.
*O.Zayna*
Zawiozłem Monice do szpitala. Laura była wraz z nami. Monica... "Ona tylko zemdlała" a czekam już od godziny.
-Zayn Malik? -Zaczepiła mnie jakaś pielęgniarka.
-Tak, co jest?
-Musimy już teraz operować serce. Nie można czekać.
-Co, ale jak to?! -Złapałem się za włosy, nie rozumiem!
-Zaczynamy za kilka minut. Dla nas to poważny wypadek, jesteśmy kompletnie nie przygotowani. Mamy kilka minut na rozpoczęcie. -Wbiegłem na salę, sam nie wiem po co. Usiadłem obok zimnej Mon.
-Mon? Mon...
-Proszę wyjść, w tej chwili. JUŻ!
-Trzymaj się. -Cmoknąłem ją w usta i wybiegłem z sali.
-Kończymy za 8 godzin. Może pan jechać do domu.
Nie wiem co robić. Wróciłem do domu.
*3 dni później*
*O.Monici*
Operacja przebiegła pomyślnie. Nie mogę uwierzyć. Będę żyła! Czuję się o wiele lepiej. Muszę zostać jeszcze 2 dni w szpitalu. Jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi... Ale co z Hazzą i Liamem? Boję się...
---
Za błędy przepraszam i wiem, że nie znam się na operacjach ale kit jest jak jest pisałam to długo XDDDDDDDD
poniedziałek, 3 lutego 2014
46
-Zayn... -Moje oczy napełniły się łzami. -Kto ci to zrobił...
-To nic takiego...
-ZAYN! -Wrzasnęłam na niego.
-Zamknij się. -Wypchnął mnie z łazienki a ja chciałam do niej wejść.
-ZAYN KURWA OTWIERAJ TO! -Waliłam w drzwi. On je powoli otwierał.
-Czego chcesz?!
Wlazłam do łazienki i popchnęłam go lekko na ścianę. Oglądałam rany. Go na pewno ktoś go dźgnął nożem...
-Kto Ci to zrobił?
-No kurwa chyba jasno mówię, że to nic takiego więc masz się nie przejmować.
-Zayn... -Wzięłam bandaże i po kolei opatrywałam jego rany. Nie obeszło się bez krzyków "Kurwa, szczypie!" i "Ja pierdole!"... Ah, cały on.
-Zaraz będę. -Pobiegłam po mały słoiczek dla Lau na śniadanko. Posadziłam ją w foteliku i podałam plastikową łyżeczkę z posiłkiem. Znowu pobiegłam do Zayna.
-Proszę... powiedz kto... -Zaczęłam płakać.
-Nie mogę. Idź już.
-Ale..
-Liam. TO ZROBIŁ LIAM. Kurwa, spierdalaj już. -Zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Eh...
Gdy Lau zjadła położyłam ją w jej pokoju na dywanie. Niech się bawi. Podbiegłam do drzwi wejściowych i ubrałam kurtkę i kozaki.
*5 min później*
Stałam przed drzwiami Liama. Nie wiem czy to dobry pomysł... Uderzyłam kilka razy w drzwi. Po chwili "ktoś" je otworzył.
-Czego chcesz? -Warknął Li.
-Czemu nie dasz nam spokoju?! -Krzyknęłam.
-Powiedziała dziewczyna, która wraz z Zayn'em zabiła Niall'era.
-JA PIERDOLE POWTARZAM CI! MIAŁAM POWÓD! -Wrzasnęłam a on pociągnął mnie do swojego domu. Oparł mnie o ścianę.
-Czemu na mnie wrzeszczysz? Nie masz prawa, nie masz jebanego prawa.
-Mam! Będę robić co chcę! -Zdjął ze mnie kurtkę zwinnym ruchem i wpił się w moje usta. Chciałam to jak najszybciej przerwać.
-Spierdalaj. -Wymierzyłam mu ciosa w nos i uciekłam bez kurtki do ogrodu.
-Haha. Śmieszne. -Podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce. Przerzucił mnie przez ramię a ja nie mogłam uciec.
-Co chcesz zrobić?! -Upadłam na podłogę i przysunęłam się pod ścianę.
-TO. -Wrzucił mnie do sypialni a ja próbowałam uciekać. Co mam robić?!
-To nic takiego...
-ZAYN! -Wrzasnęłam na niego.
-Zamknij się. -Wypchnął mnie z łazienki a ja chciałam do niej wejść.
-ZAYN KURWA OTWIERAJ TO! -Waliłam w drzwi. On je powoli otwierał.
-Czego chcesz?!
Wlazłam do łazienki i popchnęłam go lekko na ścianę. Oglądałam rany. Go na pewno ktoś go dźgnął nożem...
-Kto Ci to zrobił?
-No kurwa chyba jasno mówię, że to nic takiego więc masz się nie przejmować.
-Zayn... -Wzięłam bandaże i po kolei opatrywałam jego rany. Nie obeszło się bez krzyków "Kurwa, szczypie!" i "Ja pierdole!"... Ah, cały on.
-Zaraz będę. -Pobiegłam po mały słoiczek dla Lau na śniadanko. Posadziłam ją w foteliku i podałam plastikową łyżeczkę z posiłkiem. Znowu pobiegłam do Zayna.
-Proszę... powiedz kto... -Zaczęłam płakać.
-Nie mogę. Idź już.
-Ale..
-Liam. TO ZROBIŁ LIAM. Kurwa, spierdalaj już. -Zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Eh...
Gdy Lau zjadła położyłam ją w jej pokoju na dywanie. Niech się bawi. Podbiegłam do drzwi wejściowych i ubrałam kurtkę i kozaki.
*5 min później*
Stałam przed drzwiami Liama. Nie wiem czy to dobry pomysł... Uderzyłam kilka razy w drzwi. Po chwili "ktoś" je otworzył.
-Czego chcesz? -Warknął Li.
-Czemu nie dasz nam spokoju?! -Krzyknęłam.
-Powiedziała dziewczyna, która wraz z Zayn'em zabiła Niall'era.
-JA PIERDOLE POWTARZAM CI! MIAŁAM POWÓD! -Wrzasnęłam a on pociągnął mnie do swojego domu. Oparł mnie o ścianę.
-Czemu na mnie wrzeszczysz? Nie masz prawa, nie masz jebanego prawa.
-Mam! Będę robić co chcę! -Zdjął ze mnie kurtkę zwinnym ruchem i wpił się w moje usta. Chciałam to jak najszybciej przerwać.
-Spierdalaj. -Wymierzyłam mu ciosa w nos i uciekłam bez kurtki do ogrodu.
-Haha. Śmieszne. -Podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce. Przerzucił mnie przez ramię a ja nie mogłam uciec.
-Co chcesz zrobić?! -Upadłam na podłogę i przysunęłam się pod ścianę.
-TO. -Wrzucił mnie do sypialni a ja próbowałam uciekać. Co mam robić?!
środa, 29 stycznia 2014
45
Tag wgl, to zapomniałam w prologu napisać nazwiska Mon ;x Jakby co, jej nazwisko to Smith ;3 Nie mogłam nic innego wymyśleć.
----
----
----
Moje ciało przepłynęła fala dreszczy. Serce biło jak opętane...
-Otwieraj. Wiem, że ktoś tam jest. -Walił w drzwi. Cicho i wolno przekręciłam klucz i otworzyłam mu.
-Czego chcesz? -Szepnęłam.
-Czemu to zrobiliście?! -Krzyczał na mnie.
-Co?
-Zabiliście Niall'era! -Uderzył mnie mocno w policzek powodując piekący ból.
-Ale... On chciał ze mna wyjechać za granicę... -Rozpłakałam się i upadłam na podłogę. -Idź już... proszę...
-Nie!
-Spierdalaj, no! Bo wezwę policje...
-...A ja powiem im, że zabiliście Niall'a i jesteście psychiczni. Naskarżysz czy nie?
Po chwili myślenia powiedziałam :
-N-nie... Ale proszę, idź. Proszę...
-Wrócę jutro.
Zamknęłam drzwi i czekałam na Zayn'a.
*30 min później*
Laura już spała a ja oglądałam film. Zayn już wrócił.
-Hej. Operacja będzie za 6 dni o 13.00 a skończy się o około 21.00.
-TAK DŁUGO?! -Pisnęłam
-No wiesz... -Przedłużył. -To poważne.
*Kolejny dzień - 10.00, dni do operacji : 5*
Obudziłam się w łóżku bez Zayn'a. Wstałam i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie śniadanie i usiadłam przy stole. Usłyszałam wchodzenie do domu.
-Hej skarbie... -usłyszałam zmęczony głos Zayna.
-Cześć. Gdzie byłeś? Czemu mnie cały czas zostawiasz samą? -Spytałam.
-Nie ważne...
-Ale...
-NO KURWA NIE WAŻNE! -Krzyknął na mnie. Ehh, zaczyna się...
Zjadłam śniadanie i dostałam sms'a. Poszłam do łazienki umyć zęby. Po drodze go odczytałam. Po raz dziesiąty wygrałam BMW. Odłożyłam telefon na pralkę i umyłam zęby.
-Laura się obudziła! -Wrzeszczał Zayn.
-No już idę, już idę... -Weszłam do sypialnii i podeszłam do Laury a Zayn poszedł do łazienki się umyć. -Poczekaj! Telefon zostawiłam! -Krzyknęłam.
Wbiegłam do łazienki aby wziąć telefon. Zayn wtedy nie miał koszulki i zobaczyłam strasznie dużo siniaków na jego ciele oraz świeże rany...
----
----
----
Moje ciało przepłynęła fala dreszczy. Serce biło jak opętane...
-Otwieraj. Wiem, że ktoś tam jest. -Walił w drzwi. Cicho i wolno przekręciłam klucz i otworzyłam mu.
-Czego chcesz? -Szepnęłam.
-Czemu to zrobiliście?! -Krzyczał na mnie.
-Co?
-Zabiliście Niall'era! -Uderzył mnie mocno w policzek powodując piekący ból.
-Ale... On chciał ze mna wyjechać za granicę... -Rozpłakałam się i upadłam na podłogę. -Idź już... proszę...
-Nie!
-Spierdalaj, no! Bo wezwę policje...
-...A ja powiem im, że zabiliście Niall'a i jesteście psychiczni. Naskarżysz czy nie?
Po chwili myślenia powiedziałam :
-N-nie... Ale proszę, idź. Proszę...
-Wrócę jutro.
Zamknęłam drzwi i czekałam na Zayn'a.
*30 min później*
Laura już spała a ja oglądałam film. Zayn już wrócił.
-Hej. Operacja będzie za 6 dni o 13.00 a skończy się o około 21.00.
-TAK DŁUGO?! -Pisnęłam
-No wiesz... -Przedłużył. -To poważne.
*Kolejny dzień - 10.00, dni do operacji : 5*
Obudziłam się w łóżku bez Zayn'a. Wstałam i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie śniadanie i usiadłam przy stole. Usłyszałam wchodzenie do domu.
-Hej skarbie... -usłyszałam zmęczony głos Zayna.
-Cześć. Gdzie byłeś? Czemu mnie cały czas zostawiasz samą? -Spytałam.
-Nie ważne...
-Ale...
-NO KURWA NIE WAŻNE! -Krzyknął na mnie. Ehh, zaczyna się...
Zjadłam śniadanie i dostałam sms'a. Poszłam do łazienki umyć zęby. Po drodze go odczytałam. Po raz dziesiąty wygrałam BMW. Odłożyłam telefon na pralkę i umyłam zęby.
-Laura się obudziła! -Wrzeszczał Zayn.
-No już idę, już idę... -Weszłam do sypialnii i podeszłam do Laury a Zayn poszedł do łazienki się umyć. -Poczekaj! Telefon zostawiłam! -Krzyknęłam.
Wbiegłam do łazienki aby wziąć telefon. Zayn wtedy nie miał koszulki i zobaczyłam strasznie dużo siniaków na jego ciele oraz świeże rany...
sobota, 25 stycznia 2014
44
Dorwałam kompa! <3
Odwieszam bloga ;D Nie wiedziałam że tak szybko go dostanę XD
----------------------------
Włącz : http://www.youtube.com/watch?v=lJqbaGloVxg
...
-Co ty odpierdalasz! -Louis "wskoczył" na Niall'a.
-LOU NIE! - Krzyknęłam i niestety usłyszałam huk pistoletu. Czy Niall zabił Louis'a?! Spojrzałam na miejsce gdzie stali. Nie.. TO LOUIS ZABIŁ NIALLA. I dobrze.
-Louis! -Chciałam do niego podbiec. -Zayn! - Do kogo mam podbiec?! Kurwa!
-Monica? -Odwróciłam się i wtuliłam w ciało Zayna. Rozpłakałam się mocno i nie mogłam nic powiedzieć. Pocałował mnie. Staliśmy na środku "rynku', obok nas był martwy Niall i spokojny Louis. Ludzie krzyczeli i rozbiegali się.
-Tęskni-tęskni-tęskniłam -Wymamrotałam z płaczem. Zemdlałam.
*Szpital, 17.00*
Obudziłam się. Koło mnie stało pełno lekarzy.
-Co jest?!
-Serce bardzo dziwnie pracowało.
-Co ze mną będzie?! Za tydzień mam operację!
-Co kurwa jak to?! -Trzasnęły drzwi, wszedł Zayn.
-Proszę wyjść.
-Ma zostać! -Krzyknęłam
-PROSZĘ WYJŚĆ!
-Nie! -Wrzasnął i popchnął na bok lekarzy.
-Zayn spokojnie... -Kucnął obok mnie. -Dam radę. Dla Ciebie.
-Prosze wyjść bo zawołam ochronę! -Pisnęła lekarka.
-Idź. Wszystko będzie dobrze.
-Ale
-Idź. Idź... -Szepnęłam. Wyszedł.
-Jakiś gówniarz będzie nam wpieprzał się do sali... -Szepnęła do lekarzy.
-Zamknij mordę, lepsza nie jesteś. Nawet powinnaś się wstydzić, jeśli myślisz, że jesteś fajna obrażając całe moje życie-Zayna. -Warknęłam na nią. Suka!
-Od kiedy jesteśmy na "TY"? -Zignorowałam to. -Jak się CZUJESZ? -Słowo "Czujesz" powiedziała wyraźnie, skoro jesteśmy na "Ty"...
-Lepiej.
*Jeden dzień później*
Siedziałam na łóżku i bawiłam się z Laurą. Zayna nie było w domu. Byłam sama z Laurą i strasznie się bałam. Ktoś zapukał. Spojrzałam przez wizjer.. Liam... O kurwa, pomocy?
----
Beznadzieja, wiem. ;3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)