-To nie może być ciąża.. ja się chyba zabije.. - łkała tak cały czas.
-Ale czemu ? Przecież po jednym dniu nie może się chyba tak już.. wymioty .. i w ogóle..
-Może ! - Popchnęła mnie. Ahh kobiety w ciąży.
*Oczami Monici*
Czy on nie rozumie ?! Mam 18 lat i ciąża ?! Łatwo mu mówić, błagam was no..
-Zayn.. przepraszam ale.. ja mam dopiero 18 lat. - Złapała mnie za rękę.
-Nawet jeśli to ciąża to przecież.. chyba nie zabijesz dziecka ani siebie. - Cmoknął mnie
Milczeliśmy. Spojrzałam na nóż i na nadgarstek.
-Nie zrobisz tego.. - uśmiechnął się
Podbiegłam do noża i wleciałam do łazienki. Zamknęłam się na klucz. Zanim zdążyłam nawet dotknąć nożem ręki, nawet ruszyć nożem, wywalił drzwi i wyrwał mi nóż.
Wziął mnie na ręce obezwładniając.
-Nie zrobisz tego ! Nie możesz
-A może jednak ? - Spytałam
- Nie. Skąd wiesz że to ciąża a nie .. zatrucie ?! - Wymyślał. Tsa. Bla bla.
-Bo wiem.. daj mi nóż ! Muszę się okaleczać ! - płakała
-No chyba nie. Nie musisz ! - Walnęła mnie. Złapałem ją za nadgarstki. Oczywiście lekko.
-Ja jestem uzależniona ! Ja muszę się ciąć ! - Płakała
-Nie.. nie. No po prostu nie !
-Zayn pomożesz mi ?
-Pomogę.
-Kochasz mnie ?
-Najbardziej na świecie. - Zaniósł mnie na rękach do sypialni.
-Umiem chodzić ! - Zaśmiałam się.
-No wiem. Ja też - zakpił sobie.
-Ja chcę na dwór ! - Powiedziałam najsłodziej jak tylko umiałam.
Zayn tylko gdzieś pobiegł a gdy wrócił zaniósł mnie na kanapę i zaczął mi nakładać buty. Potem wziął mnie na ręce i dopiero w ogrodzie mnie postawił na nogi.
-Zayn proszę cię ! - Zaśmiałam się. - Nie rób ze mnie kaleki !
-Idę zamknąć drzwi. - Pobiegł, zamknął drzwi i wrócił. - Gdzie chcesz iść ? - Objął mnie ramieniem
-No do parku na przykład.
*W parku*
Usiedliśmy na ławce. A raczej tylko on, bo mi nakazał siedzieć na kolanach. Uroczy. Za bardzo uroczy !
Zawiesiłam mu ręce i cmoknęłam.
-Zaraz będę.
-Ok. - powiedziałam
Zaczął padać deszcz a jego wciąż nie było.
Nagle ktoś mnie złapał. Myślałam że to Zayn.. A to był Hazza..
-Chodź. - Ciągnął mnie.
-Puść mnie ! - Krzyknęłam
Szarpnął jeszcze mocniej. Weszłam do samochodu. A raczej on mnie tam wepchał. Gdy weszłam, zobaczyłam Zayna. Biegł w stronę ławki. Otworzyłam okno i krzyczałam.
-Zayn pomóż mi !
Zobaczyłam Zayna upadającego na ziemię z dziurą w ramieniu i Hazzę. Trzymał pistolet..
-Debilu ! - Zaczęłam płakać. Nagle chciało mi się wymiotować. Nie teraz. Nie teraz. I rzygnęłam. Prosto na Hazzę.
- WTF ?! - Pisnął jak 2 latka. Dostał ode mnie w gębę. Biegłam do Zayna.
-Zayn ? Zayn ! - Ciągnęłam go za rękę. Nie budził się. Sprawdziłam tętno i serce. Żyje. Ale czemu się nie budzi ?
*Godzina 20.00*
Nadal się nie obudził. Zimno.. Nie zostawię go. Nie znam tej okolicy. Nie wiem gdzie jest szpital.. Gdzie on mnie zaprowadził jezu..
Telefonu nie mam, ludzi nie ma, szpitalu nie ma, mózgu nie mam. Po co go wołałam.. dałabym sobie radę a teraz.. Nagle zasnęłam. Po prostu. Byłam wyczerpana.. nie mogłam już wstać.
*Godzina 7.00*
-Ej Pani. Co tu sie dzieje ? - Puknął mnie jakiś pan w ramię.
-Niech pan mi powie gdzie jest szpital.. - odpowiedziałam pół przytomna.
-Zawiozę panią. Chodź pani.
-Pomoże mi pan ? Mój chłopak został trafiony kulą. Tętno jest ok serce też ale on się nie budzi !
*15 minut później. Szpital*
Czekałam pod salą. Obudzi się ? Błagam..
-Pani Malik ? - podeszła do mnie pielęgniarka.
-W sumie tak. - odpowiedziałam łkając
-Pan Zayn Malik jest w dobrym stanie. - słysząc to poleciały mi łzy szczęścia i uśmiechnęłam się.
