Tyle was tu było. Dziękuję!

poniedziałek, 16 września 2013

R.17

Gdy wyszła z łazienki, zaczęła płakać mi w ramionach.
-To nie może być ciąża..  ja się chyba zabije.. - łkała tak cały czas.
-Ale czemu ? Przecież po jednym dniu nie może się chyba tak już.. wymioty .. i w ogóle..
-Może ! - Popchnęła mnie. Ahh kobiety w ciąży.
*Oczami Monici*
Czy on nie rozumie ?! Mam 18 lat i ciąża ?! Łatwo mu mówić, błagam was no..
-Zayn.. przepraszam ale.. ja mam dopiero 18 lat. - Złapała mnie za rękę.
-Nawet jeśli to ciąża to przecież.. chyba nie zabijesz dziecka ani siebie. - Cmoknął mnie
Milczeliśmy. Spojrzałam na nóż i na nadgarstek.
-Nie zrobisz tego.. - uśmiechnął się
Podbiegłam do noża i wleciałam do łazienki. Zamknęłam się na klucz. Zanim zdążyłam nawet dotknąć nożem ręki, nawet ruszyć nożem, wywalił drzwi i wyrwał mi nóż.
Wziął mnie na ręce obezwładniając.
-Nie zrobisz tego ! Nie możesz
-A może jednak ? - Spytałam
- Nie. Skąd wiesz że to ciąża a nie .. zatrucie ?! - Wymyślał. Tsa. Bla bla.
-Bo wiem.. daj mi nóż ! Muszę się okaleczać ! - płakała
-No chyba nie. Nie musisz ! - Walnęła mnie. Złapałem ją za nadgarstki. Oczywiście lekko.
-Ja jestem uzależniona ! Ja muszę się ciąć ! - Płakała
-Nie.. nie. No po prostu nie !
-Zayn pomożesz mi ?
-Pomogę.
-Kochasz mnie ?
-Najbardziej na świecie. - Zaniósł mnie na rękach do sypialni.
-Umiem chodzić ! - Zaśmiałam się.
-No wiem. Ja też - zakpił sobie.
-Ja chcę na dwór ! - Powiedziałam najsłodziej jak tylko umiałam.
Zayn tylko gdzieś pobiegł a gdy wrócił zaniósł mnie na kanapę i zaczął mi nakładać buty. Potem wziął mnie na ręce i dopiero w ogrodzie mnie postawił na nogi.
-Zayn proszę cię ! - Zaśmiałam się. - Nie rób ze mnie kaleki !
-Idę zamknąć drzwi. - Pobiegł, zamknął drzwi i wrócił. - Gdzie chcesz iść ? - Objął mnie ramieniem
-No do parku na przykład.
*W parku*
Usiedliśmy na ławce. A raczej tylko on, bo mi nakazał siedzieć na kolanach. Uroczy. Za bardzo uroczy !
Zawiesiłam mu ręce i cmoknęłam.
-Zaraz będę.
-Ok. - powiedziałam
Zaczął padać deszcz a jego wciąż nie było.
Nagle ktoś mnie złapał. Myślałam że to Zayn.. A to był Hazza..
-Chodź. - Ciągnął mnie.
-Puść mnie ! - Krzyknęłam
Szarpnął jeszcze mocniej. Weszłam do samochodu. A raczej on mnie tam wepchał. Gdy weszłam, zobaczyłam Zayna. Biegł w stronę ławki. Otworzyłam okno i krzyczałam.
-Zayn pomóż mi !
Zobaczyłam Zayna upadającego na ziemię z dziurą w ramieniu i Hazzę. Trzymał pistolet..
-Debilu ! - Zaczęłam płakać. Nagle chciało mi się wymiotować. Nie teraz. Nie teraz. I rzygnęłam. Prosto na Hazzę.
- WTF ?! - Pisnął jak 2 latka. Dostał ode mnie w gębę. Biegłam do Zayna.
-Zayn ? Zayn ! - Ciągnęłam go za rękę. Nie budził się. Sprawdziłam tętno i serce. Żyje. Ale czemu się nie budzi ?
*Godzina 20.00*
Nadal się nie obudził. Zimno.. Nie zostawię go. Nie znam tej okolicy. Nie wiem gdzie jest szpital.. Gdzie on mnie zaprowadził jezu..
Telefonu nie mam, ludzi nie ma, szpitalu nie ma, mózgu nie mam. Po co go wołałam.. dałabym sobie radę a teraz.. Nagle zasnęłam. Po prostu. Byłam wyczerpana.. nie mogłam już wstać.
*Godzina 7.00*
-Ej Pani. Co tu sie dzieje ? - Puknął mnie jakiś pan w ramię.
-Niech pan mi powie gdzie jest szpital.. - odpowiedziałam pół przytomna.
-Zawiozę panią. Chodź pani.
-Pomoże mi pan ? Mój chłopak został trafiony kulą. Tętno jest ok serce też ale on się nie budzi !
*15 minut później. Szpital*
Czekałam pod salą. Obudzi się ? Błagam..
-Pani Malik ? - podeszła do mnie pielęgniarka.
-W sumie tak. - odpowiedziałam łkając
-Pan Zayn Malik jest w dobrym stanie. - słysząc to poleciały mi łzy szczęścia i uśmiechnęłam się.

niedziela, 15 września 2013

R 16

Poszłam zobaczyć kto to. Zayn został w sypialni i wyłaniał głowę żeby zobaczyć co się dzieje. Tchórz, ale słodki ! Gdy już otworzyłam drzwi, był tam Hazza. Od razu wrzeszczał na mnie.
-Jesteś z Zaynem ?! Jeśli nie to Cię zabije ! ROZUMIESZ ?! Jeśli nie jesteś dziewczyną Zayna, to cię za-mo-rdu-ję ! - szarpał mną.
Dla zabawy powiedziałam:
-A jeśli nie jestem ? - popchnęłam go.
Zaczął mnie szarpać jeszcze mocniej. Bił mnie i wyzywał. W końcu opadłam na kanapę.
-Ja.. ja żartowałam.. - poryczałam się a on tylko oparł się o ścianę i nic nie mówił.
-Co ty jej kur*a robisz ?! - Wrzasnął Zayn - Czy ciebie deklu powaliło ?! - Zaczęli się bić.
-Bałem się że nie jest z tobą ! A ona zażartowała sobie że nie jest ! - Tłumaczył się
-Ja tylko spytałam sobie żartobliwie "A jeśli nie jestem?" żeby zobaczyć twoją reakcje dupku ! - krzyknęłam
-Weź wyjdź ! Nie wracaj ! - Wypchał Hazzę za drzwi i podszedł do mnie
Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Obok niego czułam się bezpiecznie.. Zaczęliśmy się całować. Po chwili znowu byliśmy w łóżku. Tym razem zaczął mnie rozbierać. Po chwili gdy byliśmy już zupełnie nadzy, poczułam go w sobie.Od razu. Jęknęłam.  Poruszał się delikatnie. Kochaliśmy się pół nocy, tak około 4.20 zasnęłam wtulona w niego.
*Godzina 10.00*
Gdy się obudziłam Zayna już nie było. Poszłam się ubrać, a gdy weszłam do kuchni na stole leżały naleśniki i karteczka. Napisane było :
,,Mon, kocham Cię. Jesteś wspaniała, teraz jestem z chłopakami i pracujemy nad nową piosenką. Wrócę o 13.30."
-A to luz ! - pomyślałam i poszłam znowu spać. Byłam śpiąca.
*13.25*
Obudziłam się kolejny raz. Omg Zayn zaraz będzie.
Poszłam zrobić sobie fryzure.
Gdy wyszłam, Zayn stał w drzwiach. Miał ręce za plecami. Cmoknęłam go w usta.
-Cześć, co robisz ? -powiedziałam
-Cześć Mon, to dla ciebie. - Podał mi do ręki wielki bukiet róż i cmoknął w usta.
-O mój boże.. kocham róże ! - Wpadłam mu w ramiona -  Dziękuję Ci .. jesteś kochany. Łzy kapały mi na podłogę. Wyobrażałam sobie co bym zrobiła gdyby nie on. Gdy już Puściłam Zayna, miałam całe mokre policzki i uśmiech na twarzy.
-Nie płacz. Nie zostawię Cię. Nigdy. Nie wolno ci o tym myśleć. Rozumiesz ? Nigdy.. Kocham Cię. - Te słowa wywołały u mn łzy, ale powstrzymywałam płacz. Jezu jak ja go kocham..
Odłożyłam bukiet na stół. Nagle pisnęłam.
*Oczami Zayna*
Monica Pisnęła. Co się dzieje ? Podbiegłem do niej, a ona łapała się za brzuch.
-Strasznie.. boli.. - Biegła do toalety. Wymiotowała. A my wczoraj.. nie to nie może..

sobota, 14 września 2013

R 15

-Zayn.. ale ja... muszę iść. Do zobaczenia jutro.. - wyszłam z sali
*Poza szpitalem*
Zobaczyłam Louisa w aucie. Weszłam do samochodu
-Zawieź mnie do domu. - uśmiechnęłam się.
Nie odezwał się ani słowem. Cały czas myślałam o Zaynie..
*7 min potem*
Wysiadłam z Auta patrząc się na Louisa. Widać że jest smutny ale.. nie można zmusić kogoś do kochania.
-Do zobaczenia Lou! - Uśmiechnęłam się
-Ta. Pa.  - mruknął udając uśmiech
Biegłam w stronę domu i udałam się do łazienki. Jestem debilką. Znowu chce .. gdzie żyletka, igła, coś ostrego.. Chce się ciąć tylko dlatego bo Louis mruknął zwykłe "Ta.Pa.." ? Widocznie tak.. Jak ja siebie nienawidzę.. Każde zwykłe z łaski powiedziane słowo wywołuje u mnie doła na cały dzień. Czasem i więcej.. Biegłam do kuchni. Wzięłam nóż i biegnąc do łazienki zobaczyłam Zdjęcie.. moje i Zayna..
upuściłam nóż na ziemię. On mnie zabije jak się pokaleczę. Nie wytrzymam. Poszłam wziąć kąpiel i wskoczyłam do łóżka, Byłam padnięta.
*"Ranek" godzina 12.29.
Wstałam, zjadłam szlacheckie śniadanie(knoppers i herbata) i przebrałam się. Szybko wsiadłam na rower i pojechałam do Zayna. Do jego mieszkania. Do naszego mieszkania..
Zapukałam i od razu otworzył mi drzwi. Nawet nie zdążył ich zamknąć a już wskoczyłam w jego ramiona i zaplotłam ręce za jego szyją. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę i oparł mnie o ścianę. W końcu stanęłam na nogi.
-Tak. - Pocałowałam go. - Wyjdę za Ciebie, nie od razu ale wyjdę. -
---
Zaczęliśmy znowu się całować, ale Zayn tym razem zamknął drzwi. I dobrze. Gdy tak się całowaliśmy.. w jednej chwili byliśmy w łóżku i chciał robić TO.
---

-Zayn.. ja nie wiem czy jestem gotowa. - Złapałam go za ramię. - A po za tym jestem zmęczona. - zaśmiałam się.
-Monica kocham Cię nad życie. Gdyby nie ty pewnie siedział bym teraz i.. nie wiedział bym co ze sobą zrobić. - Wziął mnie na ręce tak jakbym była lekkim piórkiem, i położył mnie na siebie.
-Czemu mnie tak łatwo podnosisz ? - wtuliłam się w niego
-Czemu mnie tak łatwo rozkochałaś ? - Cmoknął mnie
-Bo tak ! - zaśmialiśmy się - Pobaw się ze mną !
-Że 69 tsa ? - zaśmiał się
-Nie ! - Cmoknęłam go w nos - tak jak małe dzieci ! - zaśmiałam się
-Okej, robimy samolot!
Gdy byłam już na dole, przytulaliśmy się. Nagle usłyszałam głośne walenie w drzwi.




(Miejsce gdzie zaczyna i kończy się trzema myślnikami, możemy nazwać Via.Cassidy Young :D)

Rozdział 14

 włącz http://www.youtube.com/watch?v=V4aq043kdfY
- Zayn ! Nie ! ZAYN ! - Wrzeszczałam na cały szpital. Lekarze szybko wpadnęli do sali i mnie z niej wywalili.. bałam się. Stałam pod salą i płakałam. Louis podszedł do mnie.
-Kochasz go.. rozumiem.. - przytulił mnie ze smutkiem
-Ja.. chyba tak... ale.. z tobą mam coś więcej niż przyjaźń, ale mniej niż miłość.. Kocham Cię jak brata ale.. Zobaczyłam jak Zaynowi na mnie zależy... teraz już.. nie żyje.. -rozpłakałam się.
Czekałam z 10 minut albo i więcej na jakieś wiadomości od lekarzy.. Płakałam aż miałam bluzkę mokra.
-Zayn.. on nie żyje.. a ja.. to przeze mnie.. - łkałam - jesteś dla mnie jak brat ale... - już nie mogłam nic mówić choć próbowałam.
-Ćśś.. rozumiem... nie przemęczaj się. - Przytulił mnie i podeszliśmy do recepcji
Wzięłam tylko karteczkę, zapisałam mój numer telefonu z napisem "Dziewczyna Z.Malika"
-Louis.. zawieź mnie do siebie.. - łkałam
-Okej. - wszedł na miejsce kierowcy i pojechaliśmy do jego domu
*10 minut później*
Siedziałam na kanapie i płakałam. Czemu się nie odezwali do mnie ? W końcu zasnęłam
*20 minut później*
Obudził mnie dzwonek telefonu. Nieznane.. Kto może do mnie dzwonić ?
Chwilę się zastanawiałam aż w końcu Louis pobiegł do salonu.

-Odbierz to w końcu proszę Cię ! - zaśmiał się ze smutkiem..
Jak kazał, tak zrobiłam
-Tak słucham ? - łkałam cicho
-Proszę przyjechać do szpitala.. - powiedziała pani poważnym głosem. To ta recepcjonistka.
Od razu się rozłączyłam. Szybko się ubrałam.
-Louis jedziemy do szpitala ! - Krzyknęłam łkając głośniej
- Co jest ? - powoli szedł
- Oni zadzwonili.. że mam szybko przyjechać.. chyba zmarł.. tak przypuszczam..szybko !
*8 MINUT PÓŹNIEJ*
Weszłam do szpitala (Louis został na dworze)  i biegłam do sali. Był tam lekarz który zasłaniał łóżko Zayna..
-Śmierć kliniczna*  - uśmiechnął się.
-CO ?! - Łzy leciały  mi ze szczęścia
Pobiegłam do łóżka.
-Zayn ? - Złapałam go za rękę.
-Monica. - Łzy leciały mu ze szczęścia.
-Ja Cię kocham.. - zaczęłam płakać
-Spójrz na mnie. - Spojrzałam. - Chodź bliżej.
-Po co ? - Podeszłam bliżej
W jednej chwili przytulił mnie i zaczął mnie całować. Miał rękę w bandażach.
Uśmiechnęłam się i biegłam do pielęgniarki.
-Kiedy Zayn może wyjść ?! Przecież to tylko parę ran ! - spytałam
-Jutro.. przecież miał śmierć kliniczną i trzeba mu zrobić badania.
Biegłam do Zayna
-Jutro możesz wyjść ze szpitala ! - pocałowałam go
-To jutro się spytam ciebie coś ważnego..
-Teraz !
-Jutro ! - zaśmiał się
-Teraz ! - prosiłam
-Jutro.
-Foch ! TERAZ ! - Strzelałam focha
-Na pewno ? - spytał
-Tak. - pocałowałam go w usta
-Wyjdziesz za mnie ?






śmierć kliniczna* = Gdy "umierasz" lekarze mogą cię w ciągu paru minut odratować tzn. w ciągu paru minut muszą zacząć cię ratować a po parenastu jak się uda możesz |ożyć|

Rozdział 13

Włącz to  http://www.youtube.com/watch?v=F-4wUfZD6oc

Od razu odeszłam od tematu.. nawet go nie zaczęliśmy.
-Pojedźmy do domu.. tam porozmawiamy.. nie będziemy robić scen przy ludziach.. - Szepnęłam
-Nie pozwolę ci głupia debilko z nim jechać ! JEDZIESZ ZE MNĄ. - Krzyknął
-Nie znasz drogi. - uśmiechnęłam się złowieszczo
-Znam - zrobił to samo
-Nie ?
-Tsa! - Zaczęliśmy się drażnić - Louis prowadź. Szarpnął mnie za rękę i ciągnął do samochodu.
Louis spojrzał na mnie ze smutkiem. Weszłam do samochodu Zayna obok niego. Gdy wyjechaliśmy w miejsca .. zaczęła się.. afera jakiej nigdy w życiu nie doznałam.
-Jesteś.. nienawidzę Cię.. - łzy kapały mu na podłogę od samochodu. Jechaliśmy za samochodem Louisa a po chwili byliśmy na miejscu.
Gdy Louis otworzył mu drzwi, Zayn szeptał jakieś przekleństwa.
-Ona jest moja. Ja jej nie biję, nie szarpię, nie wyzywam tak jak ty. - Popchnął go.
-Nie bijesz? Nie szarpiesz ? To co to kur*a jest ?! - wskazał na bandaż
-Ja ci zaraz powiem co to jest ! - Zaczął go szarpać.
Gdy się uspokoili ja zdjęłam bandaż. Zayn upadł na kolana
-Co ty... cze.... - wbiegł do łazienki. Przeszukiwał wszystko. Poszłam za nim a Louis za mną.
-Czemu to robisz ?! - w ręce trzymał żyletke
-BO TAK MI SIĘ PODOBA ! Ah.. MAM BYĆ SZCZERA. PRZEZ CIEBIE ! - Wyrwałam mu żyletkę i wbiegłam do łazienki. Nie było tam nawet drzwi. Od razu przejechałam się po ręce.
-Nie rób tego ! - Louis wyrwał mi żyletkę z ręki. Zayn szukał bandażu.
Zrobiłam zaledwie jedną ranę, a krew lała się jak nic.
Zayn znalazł jakiś bandaż. Owinął moją nogę i powiedział.
-Tym razem bez nerwów.. powiedz z kim chcesz zostać.. - Wyglądał na wściekłego
- I tak już nie chcę żyć co mi tam zabij mnie. Z człowiekiem który mnie nie bije. Nie wyzywa. Nie szturcha. Nie popycha. Nie jest Zaynem. Jest Louisem. Idź już. Nie mogę na Ciebie patrzeć.
Już miał wychodzić.. ale cofnął się po żyletkę. Przeraziłam się.. uśmiechnął się do mnie złośliwie.
-Ostatni raz mogę powiedzieć ci to : Kocham Cię. Żegnaj. Przejechał się po ręce z 50 razy.. Chciałam wyrwać mu tą żyletkę. Ale zemdlał.
-Louis dzwoń na pogotowie ! Szybko ! - Płakałam
*5 minut później*
* W szpitalu*
- Co z nim ? - Spytałam
-Powinnam Ciebie się o to spytać.
-No.. pokłóciliśmy się i Zayn wziął - jak powiem że żyletkę to pewnie od razu policje zawoła - jakąś .. igłę? Tak, igłę. Chyba tak i .. zaczął się ciąć.. - Łzy kapały mi na podłogę. - Chcę go zobaczyć.
-No dobrze, tylko na 5 minut.
Weszłam. Zayn był nie przytomny. Złapałam go za rękę, i ruszył tylko ustami jakby miał powiedzieć "Minuta. Kocham cię." Jezu jaka Minuta ? Patrzałam na zegar. Minęła minuta. Urządzenie zapikało kilka razy. On.. umarł.. on nie żyje..

piątek, 13 września 2013

R.12 (?)

Siedziałam w wannie cała w krwi. Rysowalam krwią napisy "Help" i "Louis" Naglę Louis zaczął krzyczeć
-Monica aniołku gdzie jesteś ? - Krzyczał
-Tu. W łazience. W wannie. Już czerwonej wannie. - Krzyknęłam powstrzymując płacz.
Po chwili Louis zaczął się dobijać do łazienki
-Otwieraj ! - krzyknął
-Nie. - powiedziałam
W jednej chwili drzwi były już wywalone.
-Louis ja.. ja nie mogę.. - zaczęłam płakać zasłaniając twarz dłońmi umazanymi krwią.
-Co ty zrobiłaś?! JAK TY MOGŁAŚ ?! - Wrzasnął na mnie. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. - Dobrze.. już dobrze.. wybacz mi.. - wziął mnie na ręce i nie przejmował się krwią na bluzce. Położył mnie na podłodze w łazience. Szybko wziął bandaż i owinął rany. Spojrzał na napisy na wannie, A potem mi w oczy.
-Obiecaj... nigdy.. tego.. nie .. rób.. - jego łzy leciały jak z cebra. To moja wina..
-Obiecuję. Ale... Liam Hazz i Niall chcą być tu za.. - popatrzałam na zegarek w łazience - za  6 minut..
Idź usiądź na kanapie a ja zaraz przyjdę. Obiecuję. Posłusznie usiadłam na kanapie w salonie i czekałam.. chyba mył wannę.
-Aaa ! Jezu aaaa ! - krzyczał
-CO ?! - Wystraszyłam się.
-Prysznic wyleciał mi z ręki i ochlapałem się.. - powiedział z fochem.
- Weź myj szybciej masz niecałe 5 minut.
*minuta później*
-Juuż ! - weszłam do łazienki.
-Ciesze się że umyłeś wannę... że podłoga jest mokra że obrazek spadł do kibla i że.. mokra jest tylko.. łazienka.. - zaśmiałam się.
-Idź się przebierz. Szybko. - powiedział
Już po minucie byłam przebrana w suche ciuchy. Louis też. Był ubrany w czyste, suche bez krwi rzeczy.
Mieli być za 2 minuty.
-Louis szybko chodź !
-Okej. Że ja na to nie wpadłem. - zaśmiał się i już stał obok mnie
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do parku. Tam usiedliśmy na ławce i Lou zaczął mnie przytulać.
-Czemu to zrobiłaś ? -Patrzał na bandaże.
-Za mocno Cię kocham. Chłopacy zobaczą co mi zrobili.. - Usiadłam mu na kolanach a on trzymał mnie w talii.
-Kochasz Mnie ? - Spytałam
-No nie wiem. - Obróciłam się. Zayn...

czwartek, 12 września 2013

R. 11

-Louis.. ja Cię też kocham.. myślałam że jak ci to powiem to.. fochniesz się.. czy coś... ale t- ni zdążyłam dokończyć bo wpił się w moje usta.
-Ja Cię kocham i nigdy bym się za to nie fochnął. Kocham cię nad życie.  Chcesz iść na spacer ? - Cmoknął mnie w policzek.
-Tak chcę. - Odwzajemniłam pocałunek w policzek.
-Na pewno? - Pocałował mnie w drugi policzek.
-Tak na pewno ! - Krzyknęłam ze śmiechem i złączyłam nasze usta. - Ale miałeś odpoczywać.
-To będę odpoczywał. Ale od jutra. - Położył mnie na siebie. Leżeliśmy tak chwilę.
-Od dziś wieczorem ! - Wtuliłam się w jego tors.
-Dla Ciebie wszystko. - Położył rękę na udzie i jechał nią do góry. Zaczęliśmy się całować, ale przerwał to dzwonek do drzwi. Ktoś walił w nie.
-OTWIERAĆ!-Krzyknął znany mi głos. To Hazza. Louis otworzył mu drzwi. Hazza od razu krzyczał na niego.
-Monici się zachciało?! Ona jest ZAYNA ! -Walnął Louisa w rękę i w policzek. No i podbródek.. no i prawie wszędzie...
-STOP !!! -Wykrzyknęłam i wystawiłam głowę zza ściany. Patrzałam na Hazze wzrokiem typu "Czego chcesz ?!"
-Monica jedziesz ze mną do Zayna. -Chwycił mnie za rękę.- Bezczelna smarkula!
-Nie! Zostaw ! - Ścisnął dłoń. Jezu jak boli.. - leciały mi pierwsze łzy.
-Zostaw ją ! - Hazza ścisnął jeszcze mocniej.. ręka mi pulsuje. Kur*a dość!
Kopnęłam go w nogę. Zleciał na kolana, a ja ryczałam z bólu. Moja ręka.. cała czerwona... odcisk jego dłoni.. żyły mi nawet widać. Loczek podwijał spodnie, i miał tam czerwony ślad.
-Ja go nie kocham Hazz. - Kucnęłam.
-Proszę.. zrób to dla niego.. on Cię kocha. - Miał czerwone oczy a na dodatek łzy w nich.
-Nie. Ja nie umiem kochać "na niby". Ja kocham Louisa. Weź wyjdź. - Posłusznie wyszedł. Ostatnie co mi pokazał za drzwiami.. to włączony dyktafon w telefonie. Zaśmiał się szyderczo. Trzasnęłam drzwiami i usiadłam na kanapę w salonie. Zaczęłam płakać. Poczułam rękę Louisa na moim podbródku. "Podniósł mi głowę" i pocałował mnie w usta.
-Zayn.. mnie zabije.. jezu.. Louis.. czemu jesteś rozmazany ? -Spytałam łapiąc się za głowę.
-Nie jestem rozmazany.. - Chwiałam się ale Louis mnie trzymał.
-I taka szara mgła zamiast Ciebie.. Louis źle się czuję.. Pomocy..- złapałam go za ręce.
*Oczami Louisa*
Jezu gdzie telefon.. o tu! Szybko szybko szybko.. 999.. Jezu szybciej.. Monica miała lekkie drgawki
-Pogotowie, słucham ?
-Szybko przyjechać na Ul. Maj... - przerwało. Telefon się wyłączył.. jezu jezu jezu zabije się zaraz !
***
-Monica.. spójrz na mnie. - Lekko dotykałem jej policzek.
-Ja ja kocham Cię Louis..  - w jednej chwili dgrgawki minęły, a oddech zwolnił się.
-Zostaw mnie Hazza... Ja Louisa kocham a nie Zayna !  -  zaczęłam płakać
- Monica tu jestem tylko ja. Louis. Nie ma tu Hazzy. Spokojnie.
Ona tylko pokazała palcem za mnie. Odwróciłem się... i zobaczyłem ciemność.
-Hazza zostaw mnie ! - Prosiłam.
-Nie. Jedziesz do Zayna. - Pogłaskał mnie.. idiota
-Zostaw mnie ! Uciekłam do łazienki i zamknęłam się w niej.
-Dobra, debilko wrócę tu z Niallem i Liamem za 30 minut i będziesz mieć przesrane.
Nie reagowałam. Siedziałam tylko na wannie i bawiłam się włosami
*20 minut później* Usiadłam do wanny i
Wzięłam coś ostrego. Nie mogę no nie wytrzymam.
Po minucie miałam z 40 ran na udach a w ręce żyletkę.