-Zayn.. ale ja... muszę iść. Do zobaczenia jutro.. - wyszłam z sali
*Poza szpitalem*
Zobaczyłam Louisa w aucie. Weszłam do samochodu
-Zawieź mnie do domu. - uśmiechnęłam się.
Nie odezwał się ani słowem. Cały czas myślałam o Zaynie..
*7 min potem*
Wysiadłam z Auta patrząc się na Louisa. Widać że jest smutny ale.. nie można zmusić kogoś do kochania.
-Do zobaczenia Lou! - Uśmiechnęłam się
-Ta. Pa. - mruknął udając uśmiech
Biegłam w stronę domu i udałam się do łazienki. Jestem debilką. Znowu chce .. gdzie żyletka, igła, coś ostrego.. Chce się ciąć tylko dlatego bo Louis mruknął zwykłe "Ta.Pa.." ? Widocznie tak.. Jak ja siebie nienawidzę.. Każde zwykłe z łaski powiedziane słowo wywołuje u mnie doła na cały dzień. Czasem i więcej.. Biegłam do kuchni. Wzięłam nóż i biegnąc do łazienki zobaczyłam Zdjęcie.. moje i Zayna..
upuściłam nóż na ziemię. On mnie zabije jak się pokaleczę. Nie wytrzymam. Poszłam wziąć kąpiel i wskoczyłam do łóżka, Byłam padnięta.
*"Ranek" godzina 12.29.
Wstałam, zjadłam szlacheckie śniadanie(knoppers i herbata) i przebrałam się. Szybko wsiadłam na rower i pojechałam do Zayna. Do jego mieszkania. Do naszego mieszkania..
Zapukałam i od razu otworzył mi drzwi. Nawet nie zdążył ich zamknąć a już wskoczyłam w jego ramiona i zaplotłam ręce za jego szyją. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę i oparł mnie o ścianę. W końcu stanęłam na nogi.
-Tak. - Pocałowałam go. - Wyjdę za Ciebie, nie od razu ale wyjdę. -
---
Zaczęliśmy znowu się całować, ale Zayn tym razem zamknął drzwi. I dobrze. Gdy tak się całowaliśmy.. w jednej chwili byliśmy w łóżku i chciał robić TO.
---
-Zayn.. ja nie wiem czy jestem gotowa. - Złapałam go za ramię. - A po za tym jestem zmęczona. - zaśmiałam się.
-Monica kocham Cię nad życie. Gdyby nie ty pewnie siedział bym teraz i.. nie wiedział bym co ze sobą zrobić. - Wziął mnie na ręce tak jakbym była lekkim piórkiem, i położył mnie na siebie.
-Czemu mnie tak łatwo podnosisz ? - wtuliłam się w niego
-Czemu mnie tak łatwo rozkochałaś ? - Cmoknął mnie
-Bo tak ! - zaśmialiśmy się - Pobaw się ze mną !
-Że 69 tsa ? - zaśmiał się
-Nie ! - Cmoknęłam go w nos - tak jak małe dzieci ! - zaśmiałam się
-Okej, robimy samolot!
Gdy byłam już na dole, przytulaliśmy się. Nagle usłyszałam głośne walenie w drzwi.
(Miejsce gdzie zaczyna i kończy się trzema myślnikami, możemy nazwać Via.Cassidy Young :D)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz