Tyle was tu było. Dziękuję!

poniedziałek, 30 września 2013

24

W jednej chwili nałożyłem ochronny strój i wbiegłem do sali.
-Co się dzieje ?! - Krzyknąłem
-Zayn, uspokój się - zaśmiała się ledwo. - tylko mnie zabolało.
*5 Godzin później*
Czekałem za salą na jakieś informacje. Z sali wyszedł lekarz.
-Chce pan wejść zobaczyć córkę?
-Tak ! - Zawsze chciałem mieć córeczkę.
*Oczami Mon*
Zayn wparował do sali jak gepard.
-Pokaż ! - Piszczał
-Cicho. Śpi. - byłam smutna, bo miałam zaledwie 19 lat. 19 lat i dziecko.. nie mogłam uwierzyć. Ale i tak ją kocham. -Jak ją nazwiemy ? - Uśmiechnęłam się sztucznie do Zayna
-Może.. Laura?
-Okej.
*3 dni później*
Wsiedliśmy do auta. Zapięliśmy w specjalnym foteliku Laurę, i pojechaliśmy do domu. Zayn był jakiś taki podekscytowany.
-Nie mogę się doczekać.
-Czego ?
-Muszę ci coś pokazać. Jak ciebie nie było zrobiłem coś..
-Okej. -chciałam go cmoknąć delikatnie w policzek, ale w jednej sekundzie odwrócił się i złączył nasze usta cały czas patrząc na drogę.
*5 minut później*
Weszłam do domu, i otworzyłam "wolny" i "pusty" pokój. Po chwili chciałam zawiesić się Mu na szyję i u dziękować za wszystko. On ten szary, stary i brzydki pokój zmienił na śliczny pokój dla dziecka. Zayn od razu pokochał Laurę. Słoodziak !
-O mój boże o mój boże ! - piszczałam - Kocham cię ! - zawiesiłam się mu na szyję.  Zaczął mnie całować, a zaciekawiona i nierozumiejąca Laura się nam przyglądała.
*Krótkie "oczami Zayna"*
Niech tylko się nie dowie, że wyremontowałem ten pokój za zabicie pewnego chłopaka..
*5 miesięcy później*
***
-Zayn wiesz co za tydzień jest ? - spytałam
-Nie.. a co ? - szczerzył zęby jak 2 latek. Ah.
-Moje urodziny głuptasie! - Udawałam że mam focha.
*O.Monici*
 19 urodziny się zbliżały. Zaprosiłam mamę i tatę. Już jadą samolotem, i wezmą dziś hotel na 3 dni, a jutro przyjdą na urodziny.
*Godzina 17.13, czyli 2 godziny później*
Zadzwonił zastrzeżony numer.
-Halo ? - spytałam.
-Witam, Monica Malik ? - nie było ślubu a oni już "Malik"
-No, można tak powiedzieć.
-Pani rodzice nie żyją.

niedziela, 29 września 2013

r 23

-Louis ? - Pisnęłam ze szczęścia.
-Tak. Jak się tu znalazłaś ? - Był jakiś taki.. dziwny..
-A ty ? Czemu nie jesteś u siebie?
-Chciałem się przejść. A ty co tu robisz? - miał zmęczony głos
-Zayn mnie wyzywał i wywalił i potem.. boże.. - łkałam i wtuliłam się w niego. Po przyjacielsku ! Po chwili siedziałam już w aucie Louisa, a 5 minut później byłam pod domem Zayna.
-Co ty robisz ? - Łkałam a on wyszedł z samochodu. - Wracaj ! - Walnęłam w drzwi. Bałam się. Bałam się cholernie. Patrzałam na spadające po szybie samochodu krople deszczu. Usłyszałam walnięcie o samochód. W jednej chwili z niego wybiegłam. Ujrzałam tam Zayna i Louisa. Szarpali się.
-Louis zostaw go. - Odepchnęłam go lekko. - On nadal będzie wszystkich wyzywał i bił... - Szepnęłam. Staliśmy chwilę w ciszy. W końcu Zayn złapał mnie za rękę. Bałam się strasznie. Posłusznie weszłam do domu i usiadłam na kanapie w salonie. Bawiłam się guzikiem. Do salonu wszedł Zayn. Usiadł obok mnie. Nic nie mówił, ale po paru sekundach przysunął mnie do siebie. Odsunęłam się. A on swoje. Kur*a dość.
-Przestań! Już dość spier*oliłeś. - płakałam cicho
-Przestań! Już dość dużo razy się mnie nie słuchałaś. - Prześladuje mnie. Deeeeebil.
-Ale to nie powód do szarpania za włosy ! Ja jestem w ciąży debilu, nie mogę się denerwować. Kur*a zrozum to. Zobacz co mi zrobiłeś ! - Pokazałam mu moje ramię.
-A chcesz jeszcze takie ? Nie ? To kur*a bądź grzeczna.
-Przestań.. - płakałam
-Pierdol się. - Wstał z kanapy i zatrzasnął drzwi.
*Oczami Zayna*
Kur*a ja tu rządzę bo to mój dom. Miała wyjść do pokoju, albo do ogrodu. Ale kur*a ja musiałem ją wywalić. Rozpieszczona pier*olona dziewczyna. Ale.. może nie powinienem jej tak.. szarpać i bić.. Kur*a co ja mam robić?
***
-Monica. - otworzył drzwi.
-Czego ? - Spojrzałam na niego z rozmazanym makijażem.
-Co mam zrobić żebyś mi wybaczyła ? - spytał tonem typu "Yhh no dobra jezu zapytam z łaską"
-Nic.. - otarłam oczy. Gdy uniosłam głowę był bliżej mnie.
-Nic ?
-Tak, nic. - szepnęłam.
-No to już zrobiłem "nic" - przysunął się do mnie. - Monica.. -Spojrzałam na niego.
- Co ? - spytałam piskliwym głosem po płaczu.
-Ja Cię Kocham. - Nie odpowiedziałam nic. Przytulił mnie, nie mogłam się oderwać bo jeszcze mnie uderzy. Pff. - Poszłam do łazienki i zmyłam czarno-szare ślady na policzkach.
Nagle "ktoś" mnie przytulił.
-Monica nie bądź taka..
-Kochasz mnie ?
-Kocham.
-Będziesz mnie ciągnął za włosy i bił ?
-Zależy kiedy.
-Zayn no !
-Monica no to mój dom !
-To skoro to TWÓJ dom to ja się wyprowadzę.
-Monica nie. Dobrze.. - Przytulił mnie pocałował mnie w czoło. Jaka ja głupia ! Nie możliwe. - Nie denerwuj się, tobie i dziecku nie może nic grozić.
*8 miesięcy później, godzina 5.09*
-Ałła ! - Krzyknęłam
-C-coo-co? - Zayn spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem.
-Brzuch, skurcze, ałaa Zayn ! - łapałam się za brzuch
Wsiedliśmy do samochodu i przez 2 minuty (Zayn szybciej jechał) pędziliśmy do szpitala.
*3, 4 minuty później*
-Zanim Pan wejdzie proszę nałożyć ten strój - wskazał na zielone coś i popatrzał się na Zayna
*Oczami Zayna*
Ubrałem zieloną maskę i jakiś zielony strój. Mogłem wejść, więc to zrobiłem.
- Ile to zajmie ? - Spytałem
- Dokładnie nie wiem, dziecko się pcha. Niektóre kobiety rodzą 12 godzin, niektóre 2. To jest różnie. Jeśli pan chce, może pan wyjść i potem wrócić. - powiedział szybko
-Monica.. Za 10 minut wrócę. - wyszedłem z sali i zdjąłem na chwilę zielone rzeczy ochronne. Poszedłem kupić sobie wodę. Usłyszałem krzyk.

środa, 25 września 2013

r.22

Tam był Niall, cały we krwi.
-Co ci się stało ? - przestraszyłam się. Miał parę siniaków..
-Zayn.. ehh.. - gdy to powiedział nie mogłam uwierzyć że on mu to zrobił.
-Jak to ? Nie wierzę..- Poczułam odepchnięcie. Spadłam na podłogę.. nie mogłam się ruszyć, strasznie boli.
-Zayn zostaw mnie ! - Niall powiedział to z takim głosem jakby mu groził.
-Idź stąd Monica. - Szepnął Zayn
-Nie.. - pokręciłam głową.
-WYJDŹ W TEJ CHWILI ! - Krzyknął
-Nie ! - wrzasnęłam. Nie powinnam tego robić. Pociągnął mnie za włosy i wywalił za drzwi, mimo że padał deszcz i była burza.
-Kur*a nie będę się z tobą bawił. Spierdalaj. - zatrzasnął mi drzwi przed nosem
*Oczami Zayna*
Kurwa co za wstrętna dziewucha. Będę robił co chcę. Jak się tu potem pojawi to znaczy że nie da rady sobie żyć sama. A niech się pierdoli. Kurwa kurwa kurwa kurwa. W sumie nie powinienem jej tak traktować.. Ale zasłużyła.
*Oczami Monici*
Co za pierdolony dekl. Idę stąd. Najpierw mnie kocha a potem traktuje jak zabawkę.
***
-W takim razie żegnam. - Chciałam szepnąć ale powiedziałam to na głos i uciekłam do domu. Nie będę szukać kluczy, tylko po prostu wywalę okna. Gdy byłam już ok. 50 metrów za domem Zayna, zobaczyłam go. Wyszedł z domu i mnie zobaczył. Biegł do mnie. Zadrżałam ze strachu..
-Monica ku*wa nie o to mi chodziło ! - krzyczał
-Spierdalaj! - wystawiłam mu środkowy palec i usiadłam na kawałku  pola zatapiając się wśród zboża. Zaczęłam płakać i cicho go wyzywać.
-Jebaniec głupi.. - miałam rozmazany makijaż. Poczułam szarpnięcie. Papierosy. Perfumy. Ciężki oddech. Zayna. W jednej chwili już stałam, a raczej Zayn mnie trzymał. W końcu samodzielnie zaczęłam stać. Popatrzałam chwilę na niego, i chciałam iść, ale On walnął mnie w ramię po czym upadłam na miękkie zboże.
-Czego chcesz ? - łapałam się z bólu za czerwono-fioletowe ramię.
-Kur*a wyjaśnić o co mi chodziło. Chciałem żebyś poszła do ogrodu albo do pokoju, ale kur*a nie. Wracaj. - Kopnęłam go parę razy i szybko uciekłam. Nie wiedziałam gdzie uciekałam ..
*2 minuty później*
Byłam w lesie. Bałam się.
-Halo !? - krzyczałam. Nikogo. Żadnej żywej duszy. Zaczęłam krzyczeć i błagać o pomoc.
-Jeśli ktoś tu jest to proszę pomóżcie mi ! - Krzyczałam - błagam ! - Szukałam byle kogo kto mógł by mi pomóc.
-Jest tu ktoś..? - szepnęłam pytająco sama do siebie.
-Tak. - Powiedział znajomy mi głos
-Znam ten głos. - pomyślałam. Louis...

poniedziałek, 23 września 2013

r 21

-Bu ! - zaśmiał się.
-Idź stąd.. chciałeś go zabić.. - wypychałam go.
-Jeju no przepraszam. Chciałem poważnie pogadać, nie mógł tego słyszeć..
-I dlatego chciałeś go zabić ? - popchnęłam go
-Kur*a Mon tracę cierpliwość. - Krzyknął
-A ja do ciebie - też krzyknęłam i przerzuciłam go na podłogę. Parę lat temu uczyłam się karate, ale nie wiedziałam że nadal je umiem. - Wypierda*aj stąd i to już.-Widać że się bał. Szybko wyskoczył oknem a w drzwiach stał Zayn z opadłą szczęką.
-Wowowowow jak ty to.. - ledwo co powiedział. Podeszłam do niego dać mu całuska a on się przestraszył i latał po domu wydzierając się. W końcu poślizgnął się i wpadł na mnie, miałam okazje go pocałować.
-Zayn ?
-Tak Malik jestem. - zaśmiał się.
-Omlet ci się pali. - śmiałam się a on wbiegł do kuchni i darł się w niebogłosy. - Żartowałam ! - krzyknęłam
*5 minut później*
Siedzieliśmy przy stole i jedliśmy omleta. Była godzina 18.55.  Byłam bardzo śpiąca. Gdy zjedliśmy, była godzina 19.01 opadałam ze zmęczenia. Zamknęły mi się oczy. Poczułam że Zayn bierze mnie na ręce. Położył mnie na łóżko.
-Ubierz się w piżamę. Za 3 minuty będę. - chciał wyjść.
-Alauey zmeecibautaagaaaaaa - wymamrotałam
-Ubierz się - tracił cierpliwość.
-Nie, jestem zmęczona ! - krzyknęłam
-No to sam cię ubiorę ! - zaśmiał się.
-Okej - powiedziałam obojętnie. Poczułam że ktoś mnie przerzucił na plecy. Zayn podwinął mi koszulkę
-Okej, skoro chcesz to okej ! - zaśmiał się i przyłożył usta do mojego brzucha, a potem dmuchał powietrzem wywołując wielkie łaskotki.
-Hahaha przestań proszę Cię ! - Śmiałam się i się wyrywałam. Po chwili przestał. Poszłam do łazienki i ubrałam moją piżamę. Gdy wyszłam z łazienki, za drzwiami był Zayn. Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Praktycznie już spałam. Zayn zgasił światło i położył się obok mnie przykrywając nas kołdrą. Przysunął się jak najbliżej mnie, i obrócił mnie twarzą do twarzy.
*Godzina 6.40*
Wcześnie poszłam spać = wcześnie się obudziłam. Otworzyłam oczy a Zayna nie było. Zobaczyłam tylko karteczkę "Wrócę o 7.30". Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapki. Poszłam do salonu i włączyłam telewizje. O 7.00 poszłam się przebrać. Rozpuściłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. I tak zajęło to 30 min. Wyszłam. To co zobaczyłam, zamurowało mnie.

czwartek, 19 września 2013

r.20

Weszłam do łazienki i "załatwiłam potrzebę". Potem weszłam do kuchni. Spojrzałam na tatuaż "Monica ♥" i miałam wyrzuty sumienia..
-Zayn ja przepraszam.. - nic nie powiedział tylko patrzał na mnie ciekawym wzrokiem typu "że co ? o co chodzi ?" - Ja nie wiedziałam że ten tatuaż... jest dla mnie.. - ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Zayn tylko przytulił mnie i nie odezwał się ani słowem.
-Kocham Cię. Wszystko Ci wybaczę. Jesteś dla mnie wszystkim.. Nie musisz za nic dziękować czy płakać przez to. Rozumiesz? - Schylił się żebyśmy byli na równej wysokości. Zawiesiłam mu się na szyję.
-Tak.. chyba..- odpowiedziałam z załzawionymi oczami.
-Teraz leć wytrzeć łzy. - Pobiegłam do łazienki i wytarłam łzy. Popatrzałam na żyletkę. Wzięłam ją do ręki.. i poszłam do kuchni. Złapałam Zayna za rękę i podałam mu żyletkę.
-Wywal to.. Nie chcę się ciąć.. Proszę cię wywal to.. - Zayn na chwilę znieruchomiał a potem upuścił żyletkę i zaczął mnie ściskać, tylko dlatego bo nie chcę widzieć tej żyletki już na oczy.
-Jezu, jak dobrze. Wywalę to.. - widać że w jego głosie była radość. Wziął żyletkę i wywalił przez okno (oczywiście dopiero jak nikogo nie było na chodniku, żeby nie było że kogoś skaleczył).
Potem zaczął znowu mnie ściskać.
-Zaaynn puuść - kaszlnęłam - mnie nie oddychać ja - śmiałam się i puścił mnie. Wrócił do przyrządzania omletów a ja usiadłam do stołu i czytałam gazetę. Byłam jakoś zdenerwowana, chciałam wypić piwo, ale przypomniało mi się. Ciąża. Ehh.. Ktoś Puka. Poszłam otworzyć.
-Hej, jest Zayn ? - To był Liam.
-Tak. Jest, tylko trochę zajęty. - Odpowiedziałam.
-A przekażesz mu to? - podał mi do ręki jakąś kopertę.
-Spoko, przekażę.
-Okej, ja lecę, Do zobaczenia. - Kiwnął głową.
-Na razie. - odpowiedziałam wolno, ciekawa co jest w kopercie.
Poszłam do kuchni i położyłam kopertę na stole.
-Liam dał ci jakąś kopertę. Był przed chwilą. - spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem
-Jaką kopertę ? - wskazałam palcem na dość dużą żółtą kopertę. - Weź otwórz bo ja jestem zajęty. -Posłusznie otworzyłam. Właśnie tego chciałam. Gdy już ją otworzyłam, był tam jakiś dokument.
-Jakiś dokument tu jest. Coś o waszej nowej piosence.. I że za 2 dni o 15.00 musicie być w studiu. I tyle. - odłożyłam kartkę na stół
-A, okej. - odpowiedział krótko.
*Jakiś czas później*
-A wolisz omleta na słodko czy na słono czy warzywno czy na sucho czy jak ? - spytał
-Słodko ! - pisnęłam radośnie.
Usłyszałam dzwonek telefonu. Podbiegłam, dzwonił Harry.
-Czego chcesz ? - odebrałam
Usłyszałam zamiast jego głosu, mój. Echo ? Nie sądzę. Coś innego.
-Hazza ! - wyłączył się a za mną usłyszałam głos. Hazza stał za mną.

środa, 18 września 2013

R.19

Był to Louis. Po co on tu przylazł ?
-Idź stąd..   - szeptałam
- Chciałem cię tylko zobaczyć.. czy wszystko Okej.. - wzruszył ramionami i sobie poszedł.  Zamknęłam drzwi. Obróciłam się. Zayn.
-Po co on tu przyszedł ? - Westchnął
-Nie wiem !
-Yhy jasne. Na pewno wiesz !
-On powiedział tylko że chciał mnie zobaczyć czy jest okej.. tyle! - Podchodził do mnie. Przeraziłam się strasznie. Myślałam że mnie zabije, uderzy, popchnie, szarpnie, walnie, coś zrobi złego.. Pocałował mnie. Logika Zayna..
-Muszę iść na chwilę- powiedział.
-Czemu ?
-Idę sobie zrobić nowy tatuaż. - W tym momencie chciało mi się śmiać. I to zrobiłam.
-Hahaha ! Żartujesz ?! Masz całe ciało obwalone tymi tatuażami ! Jak zrobisz jeszcze jeden to chyba zwariuję.. - zaczęłam marudzić.
-Moje ciało mój problem. Mam mało tatuaży, chcę więcej. - Powiedział normalnie ale się wkurzał.
-Spójrz na mnie. Ile mam tatuażów ?! 0 ! I żyję ! - zaczął się ubierać.
-Wychodzę. Wrócę z tatuażem. - Zaczął ubierać buty.
-Jak cię zobaczę z tatuażem to się wyprowadzę, albo i gorzej.
-Jasne jasne. Idę, cześć. - Byłam odwrócona do niego a on dał mi buziaka w policzek. Ehh!
*3 godziny później*
Usłyszałam otwieranie drzwi. Zayn. Miał tatuaż. Zajebię go!
-Masz tatuaż tsa ? - Weszłam i zamknęłam się w łazience. Wzięłam żyletkę i przejechałam się z 200 razy po całej nodze. Poczułam czyjąś rękę w talii. Zayn. Zaniósł mnie do sypialni. Byle jak owinął bandażem i mnie zamknął w niej.
-Zayn otwórz mi ! Za każdy tatuaż bd się cięła.. - krzyczałam
-Ciekawe czy w ogóle go widziałaś, czy wiesz co on oznacza. - Słyszałam smutek w jego głosie.
-Otwórz mi Zayn.. - opadłam na drzwi. Po minucie otworzył mi.
-Czemu niszczysz sobie ciało? - spytał
-To ja się powinnam spytać. - Zaczęłam płakać. Przysunął mnie do siebie i przytulił. - Nie tatuuj się to ja się nie będę cięła. - Oparłam głowę o jego tors i spojrzałam się w górę. - Proszę.
-Zobaczymy. - Podniósł mnie żebym nie musiała patrzeć w górę. Zaniósł mnie do sypialni i nie odstawiał na podłogę. Czemu ja jestem taka niska, eh. Ale to słodkie. Zayn otworzył jakieś pudełeczko i wyciągnął z niego śliczną, czarną ze złotymi serduszkami bransoletkę i założył mi ją na rękę.
-Kocham Cię. - Powiedział.
-Jeju jaka śliczna.. ja cię bardziej kocham ! - droczyłam się z nim
-Ja ! - uśmiechnął się.
-Nie bo ja ! - krzyknęłam (oczywiście śmiejąc się)
-Tak ? - położył mnie na łóżku i zaczął łaskotać. - Kto  bardziej kogo kocha ?! - śmiał się
-Hahahaha przestań! - Śmiałam się - Ja ciebie ! -Opadły mu ręce i zrobił face palma
- jesteś niemożliwa ! - pisnął
-Hahahahaha - śmiałam się cały czas - ja nie dam wygrać! - podchodził do mnie i szykował się do łaskotania.
-Że co ? - śmiał się
-Dobra kompromis ! Kochamy się równo ! - cmoknęłam go w usta.
-Okej. Ale ja biorę tą większą część ! - cmoknął mnie w nos a ja udawałam obrażoną. - no dobra żartuję tak samo ! - uśmiechnęłam się
-Głodna jestem.
-Mogę ci dać masło. - zachowywał się jak naćpany, ale to było na żarty. Cały czas się śmialiśmy.
-Nie pogardzę ! - zaśmiałam się.
-No dobra, miałem zaproponować omlety ale skoro.. - zażartował
-OMLETY ! - Krzyknęłam i cmoknęłam go w usta. Oczywiście zanim go pocałuję, muszę stanąć na palcach. On poszedł do kuchni a ja grałam na telefonie. Zachciało mi się do toalety. Przeszłam obok kuchni i popatrzałam dyskretnie na Zayna.. w tym momencie miałam na sumieniu moją złość.. on wytatuował sobie.. moje imię..

wtorek, 17 września 2013

R.18

-Może wyjść?! - Skakałam z radości a Zayn tylko cicho się śmiał.
-Tak. - odpowiedziała krótko.
*20 minut później*
Siedzieliśmy już w aucie. Trzymałam go za rękę.
-Ja przepraszam.. to moja wina.. jakbym Cię nie zawołała to teraz było by wszystko Okej.. - widział że moje oczy napełniają się łzami.
-Kocham Cię. - Odpowiedział i spojrzał się na mnie. Odwzajemniłam spojrzenie.
-Jak bardzo ? - spytałam
Zamiast odpowiedzi zaczął mnie całować.
-Bardziej niż myślisz.
W końcu zaczęliśmy jechać.
-Zayn pojedźmy do apteki. Chcę kupić test ciążowy..
-Okeeej ! - Pisnął radośnie jak dziecko.
*5 minut później*
Poszłam do apteki a Zayn został w samochodzie. Wzięłam z półki test ciążowy i położyłam go na ladzie wraz z pieniędzmi.
Gdy wychodziłam z apteki, Zayn nie siedział w samochodzie tylko czekał obok drzwi apteki i dał mi buziaka.
-I co kupiłaś ? A jak to zrobisz ? A co to jest ? - zaczął wypytywać i wariować.
-Bądź kobietą to zobaczysz. -Udawał że ma focha. Cmoknęłam go i od razu się uśmiechnął.
*7 minut później*
Weszłam do łazienki. Chciałam zrobić ten test, już miałam zamknąć gdy ..
-Boję się. - Powiedział Zayn.
-Czemu ? - Zaśmiałam się.
-Boję się że się potniesz. - Złapał mnie w talii.  Zawiesiłam mu ręce na szyję.
-Nie potnę się.
-A jeśli jednak ?! - zaczął robić smutne miny
-No dobrze, nie chcesz wiedzieć czy mam dziecko czy nie.. - już powoli wychodziłam.
-Wskakuj i w tej chwili rób ten test ! - Zaśmiał się. Także się zaśmiałam.
*5 minut później*
*Oczami Zayna*
Siedziałem na fotelu i czekałem na Monicę. Nagle usłyszałem cichy huk jakby ktoś walnął w coś i jej płacz. Wleciałem do łazienki bojąc się. Z przyzwyczajenia popatrzałem na jej uda, nadgarstki i wszędzie. Nie pocięła się. To dobrze..
***
*Oczami Monici*
Nie wierzę.. nie.. nie!!
-Co się stało ?! - złapał mnie za ręce.
-Patrz..test.. - zaczęła płakać.
Zayn popatrzał na test.
-2 kreski !? Nie wierzę ! - wziął mnie na ręce i zaczął przytulać, całować itd..
-Nie rozumiesz że ja nie chcę tego dziecka ?! - płakałam
-Ale ja chcę, a poza tym nie wycofamy się ! - cmoknął mnie
-Skąd wiesz ?! Łatwo ci mówić ! Ja nawet 20 lat nie mam i dziecko ?!
-A co niby zrobisz ? - wkurza się. Nie dobrze.
-Usunę je ?!
-Nie ma mowy. - Ścisnął mój nadgarstek.
-Zayn puść.. - łzy kapały mi na kafelki. Gdy puścił miałam czerwony odcisk. Uciekłam. Zamknęłam się w sypialni.
Położyłam się na łóżko i płakałam.  Usłyszałam przekręcanie kluczy. Ma zapasowe. Choleraaa!! Gdy drzwi się otworzyły, Wszedł Zayn. Nie odezwę się do niego ani słowem. Dopóki się nie ogarnie.
Popatrzałam na niego.. Położył się obok mnie. Odsunęłam się. Brzydzę się go. Nie chcę chłopaka który mnie męczy. Przysunął się. Robił mi na złość. Odsunęłam się i tak w kółko w końcu wrzasnęłam śmiechem. Nie mogłam się powstrzymać. To tak słodko wyglądało. KJDFKJBDK ! Co ?! Przecież ja go nie cierpię. Odwróciłam się plecami do niego a on złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Monica ? - milczałam. - To się nie powtórzy.. - nie odpowiedziałam. - Dobrze.. skoro chcesz.. -
Wyszedł z pokoju i wrócił z żyletką. Usiadł na sofie.
-Zaraz to ja popadnę w cięcie się. - Popatrzał na mnie i przyłożył sobie żyletkę do ramienia.  - Zrobić to ? - nie odpowiedziałam. Przyłożył żyletkę do żyły. Nie mogę. Kolejny raz.
-Nie.. - łkałam.
-Przekonaj mnie. - Ehh. Okej.
Poszłam do kuchni i wzięłam nóż. Nie. Nie chcę się okaleczyć, tylko mu pokazać że jestem w stanie to zrobić sobie. Usiadłam obok niego. Przysunęłam się jak najbardziej jego jak tylko się da. Przyłożyłam nóż do żył. Zayn wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, ale milczał. Nie wytrzymał. Rzucił żyletkę gdzieś na podłogę. Zrobiłam to samo. Nie ściskaj go. Nie tul go. Nie wytrzymałam. Musiałam go przytulić. Głuuupia jestem.
-Kocham Cię. Ja po prostu.. nie pozwolę żeby tobie czy dziecku coś się stało. - Cmoknął mnie . - Rozumiesz ?
-Boję się powiedzieć nie, więc tak.. - szepnęła.
*Oczami Zayna*
Jezu.. ona się mnie boi.. sam się zaczynam siebie bać.. Moja biedna Mon.. Ale nie pozwolę żeby usunęła ciąże.
*Oczami Monici*
Jezu jezu jezu jezu jezu ja się go boję. Wczoraj było jeszcze ok ale teraz ? Masakra..
-Zrobię wszystko żebyś mi wybaczyła...-szepnął Zayn.
-Już zrobiłeś wszystko. - Uśmiechnęłam się.
Mieliśmy się pocałować, ale ktoś zapukał. Jezu nie wytrzymam. Poszłam otworzyć. O jezu.. tylko nie on. Po co tu przyszedł..

poniedziałek, 16 września 2013

R.17

Gdy wyszła z łazienki, zaczęła płakać mi w ramionach.
-To nie może być ciąża..  ja się chyba zabije.. - łkała tak cały czas.
-Ale czemu ? Przecież po jednym dniu nie może się chyba tak już.. wymioty .. i w ogóle..
-Może ! - Popchnęła mnie. Ahh kobiety w ciąży.
*Oczami Monici*
Czy on nie rozumie ?! Mam 18 lat i ciąża ?! Łatwo mu mówić, błagam was no..
-Zayn.. przepraszam ale.. ja mam dopiero 18 lat. - Złapała mnie za rękę.
-Nawet jeśli to ciąża to przecież.. chyba nie zabijesz dziecka ani siebie. - Cmoknął mnie
Milczeliśmy. Spojrzałam na nóż i na nadgarstek.
-Nie zrobisz tego.. - uśmiechnął się
Podbiegłam do noża i wleciałam do łazienki. Zamknęłam się na klucz. Zanim zdążyłam nawet dotknąć nożem ręki, nawet ruszyć nożem, wywalił drzwi i wyrwał mi nóż.
Wziął mnie na ręce obezwładniając.
-Nie zrobisz tego ! Nie możesz
-A może jednak ? - Spytałam
- Nie. Skąd wiesz że to ciąża a nie .. zatrucie ?! - Wymyślał. Tsa. Bla bla.
-Bo wiem.. daj mi nóż ! Muszę się okaleczać ! - płakała
-No chyba nie. Nie musisz ! - Walnęła mnie. Złapałem ją za nadgarstki. Oczywiście lekko.
-Ja jestem uzależniona ! Ja muszę się ciąć ! - Płakała
-Nie.. nie. No po prostu nie !
-Zayn pomożesz mi ?
-Pomogę.
-Kochasz mnie ?
-Najbardziej na świecie. - Zaniósł mnie na rękach do sypialni.
-Umiem chodzić ! - Zaśmiałam się.
-No wiem. Ja też - zakpił sobie.
-Ja chcę na dwór ! - Powiedziałam najsłodziej jak tylko umiałam.
Zayn tylko gdzieś pobiegł a gdy wrócił zaniósł mnie na kanapę i zaczął mi nakładać buty. Potem wziął mnie na ręce i dopiero w ogrodzie mnie postawił na nogi.
-Zayn proszę cię ! - Zaśmiałam się. - Nie rób ze mnie kaleki !
-Idę zamknąć drzwi. - Pobiegł, zamknął drzwi i wrócił. - Gdzie chcesz iść ? - Objął mnie ramieniem
-No do parku na przykład.
*W parku*
Usiedliśmy na ławce. A raczej tylko on, bo mi nakazał siedzieć na kolanach. Uroczy. Za bardzo uroczy !
Zawiesiłam mu ręce i cmoknęłam.
-Zaraz będę.
-Ok. - powiedziałam
Zaczął padać deszcz a jego wciąż nie było.
Nagle ktoś mnie złapał. Myślałam że to Zayn.. A to był Hazza..
-Chodź. - Ciągnął mnie.
-Puść mnie ! - Krzyknęłam
Szarpnął jeszcze mocniej. Weszłam do samochodu. A raczej on mnie tam wepchał. Gdy weszłam, zobaczyłam Zayna. Biegł w stronę ławki. Otworzyłam okno i krzyczałam.
-Zayn pomóż mi !
Zobaczyłam Zayna upadającego na ziemię z dziurą w ramieniu i Hazzę. Trzymał pistolet..
-Debilu ! - Zaczęłam płakać. Nagle chciało mi się wymiotować. Nie teraz. Nie teraz. I rzygnęłam. Prosto na Hazzę.
- WTF ?! - Pisnął jak 2 latka. Dostał ode mnie w gębę. Biegłam do Zayna.
-Zayn ? Zayn ! - Ciągnęłam go za rękę. Nie budził się. Sprawdziłam tętno i serce. Żyje. Ale czemu się nie budzi ?
*Godzina 20.00*
Nadal się nie obudził. Zimno.. Nie zostawię go. Nie znam tej okolicy. Nie wiem gdzie jest szpital.. Gdzie on mnie zaprowadził jezu..
Telefonu nie mam, ludzi nie ma, szpitalu nie ma, mózgu nie mam. Po co go wołałam.. dałabym sobie radę a teraz.. Nagle zasnęłam. Po prostu. Byłam wyczerpana.. nie mogłam już wstać.
*Godzina 7.00*
-Ej Pani. Co tu sie dzieje ? - Puknął mnie jakiś pan w ramię.
-Niech pan mi powie gdzie jest szpital.. - odpowiedziałam pół przytomna.
-Zawiozę panią. Chodź pani.
-Pomoże mi pan ? Mój chłopak został trafiony kulą. Tętno jest ok serce też ale on się nie budzi !
*15 minut później. Szpital*
Czekałam pod salą. Obudzi się ? Błagam..
-Pani Malik ? - podeszła do mnie pielęgniarka.
-W sumie tak. - odpowiedziałam łkając
-Pan Zayn Malik jest w dobrym stanie. - słysząc to poleciały mi łzy szczęścia i uśmiechnęłam się.

niedziela, 15 września 2013

R 16

Poszłam zobaczyć kto to. Zayn został w sypialni i wyłaniał głowę żeby zobaczyć co się dzieje. Tchórz, ale słodki ! Gdy już otworzyłam drzwi, był tam Hazza. Od razu wrzeszczał na mnie.
-Jesteś z Zaynem ?! Jeśli nie to Cię zabije ! ROZUMIESZ ?! Jeśli nie jesteś dziewczyną Zayna, to cię za-mo-rdu-ję ! - szarpał mną.
Dla zabawy powiedziałam:
-A jeśli nie jestem ? - popchnęłam go.
Zaczął mnie szarpać jeszcze mocniej. Bił mnie i wyzywał. W końcu opadłam na kanapę.
-Ja.. ja żartowałam.. - poryczałam się a on tylko oparł się o ścianę i nic nie mówił.
-Co ty jej kur*a robisz ?! - Wrzasnął Zayn - Czy ciebie deklu powaliło ?! - Zaczęli się bić.
-Bałem się że nie jest z tobą ! A ona zażartowała sobie że nie jest ! - Tłumaczył się
-Ja tylko spytałam sobie żartobliwie "A jeśli nie jestem?" żeby zobaczyć twoją reakcje dupku ! - krzyknęłam
-Weź wyjdź ! Nie wracaj ! - Wypchał Hazzę za drzwi i podszedł do mnie
Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Obok niego czułam się bezpiecznie.. Zaczęliśmy się całować. Po chwili znowu byliśmy w łóżku. Tym razem zaczął mnie rozbierać. Po chwili gdy byliśmy już zupełnie nadzy, poczułam go w sobie.Od razu. Jęknęłam.  Poruszał się delikatnie. Kochaliśmy się pół nocy, tak około 4.20 zasnęłam wtulona w niego.
*Godzina 10.00*
Gdy się obudziłam Zayna już nie było. Poszłam się ubrać, a gdy weszłam do kuchni na stole leżały naleśniki i karteczka. Napisane było :
,,Mon, kocham Cię. Jesteś wspaniała, teraz jestem z chłopakami i pracujemy nad nową piosenką. Wrócę o 13.30."
-A to luz ! - pomyślałam i poszłam znowu spać. Byłam śpiąca.
*13.25*
Obudziłam się kolejny raz. Omg Zayn zaraz będzie.
Poszłam zrobić sobie fryzure.
Gdy wyszłam, Zayn stał w drzwiach. Miał ręce za plecami. Cmoknęłam go w usta.
-Cześć, co robisz ? -powiedziałam
-Cześć Mon, to dla ciebie. - Podał mi do ręki wielki bukiet róż i cmoknął w usta.
-O mój boże.. kocham róże ! - Wpadłam mu w ramiona -  Dziękuję Ci .. jesteś kochany. Łzy kapały mi na podłogę. Wyobrażałam sobie co bym zrobiła gdyby nie on. Gdy już Puściłam Zayna, miałam całe mokre policzki i uśmiech na twarzy.
-Nie płacz. Nie zostawię Cię. Nigdy. Nie wolno ci o tym myśleć. Rozumiesz ? Nigdy.. Kocham Cię. - Te słowa wywołały u mn łzy, ale powstrzymywałam płacz. Jezu jak ja go kocham..
Odłożyłam bukiet na stół. Nagle pisnęłam.
*Oczami Zayna*
Monica Pisnęła. Co się dzieje ? Podbiegłem do niej, a ona łapała się za brzuch.
-Strasznie.. boli.. - Biegła do toalety. Wymiotowała. A my wczoraj.. nie to nie może..

sobota, 14 września 2013

R 15

-Zayn.. ale ja... muszę iść. Do zobaczenia jutro.. - wyszłam z sali
*Poza szpitalem*
Zobaczyłam Louisa w aucie. Weszłam do samochodu
-Zawieź mnie do domu. - uśmiechnęłam się.
Nie odezwał się ani słowem. Cały czas myślałam o Zaynie..
*7 min potem*
Wysiadłam z Auta patrząc się na Louisa. Widać że jest smutny ale.. nie można zmusić kogoś do kochania.
-Do zobaczenia Lou! - Uśmiechnęłam się
-Ta. Pa.  - mruknął udając uśmiech
Biegłam w stronę domu i udałam się do łazienki. Jestem debilką. Znowu chce .. gdzie żyletka, igła, coś ostrego.. Chce się ciąć tylko dlatego bo Louis mruknął zwykłe "Ta.Pa.." ? Widocznie tak.. Jak ja siebie nienawidzę.. Każde zwykłe z łaski powiedziane słowo wywołuje u mnie doła na cały dzień. Czasem i więcej.. Biegłam do kuchni. Wzięłam nóż i biegnąc do łazienki zobaczyłam Zdjęcie.. moje i Zayna..
upuściłam nóż na ziemię. On mnie zabije jak się pokaleczę. Nie wytrzymam. Poszłam wziąć kąpiel i wskoczyłam do łóżka, Byłam padnięta.
*"Ranek" godzina 12.29.
Wstałam, zjadłam szlacheckie śniadanie(knoppers i herbata) i przebrałam się. Szybko wsiadłam na rower i pojechałam do Zayna. Do jego mieszkania. Do naszego mieszkania..
Zapukałam i od razu otworzył mi drzwi. Nawet nie zdążył ich zamknąć a już wskoczyłam w jego ramiona i zaplotłam ręce za jego szyją. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę i oparł mnie o ścianę. W końcu stanęłam na nogi.
-Tak. - Pocałowałam go. - Wyjdę za Ciebie, nie od razu ale wyjdę. -
---
Zaczęliśmy znowu się całować, ale Zayn tym razem zamknął drzwi. I dobrze. Gdy tak się całowaliśmy.. w jednej chwili byliśmy w łóżku i chciał robić TO.
---

-Zayn.. ja nie wiem czy jestem gotowa. - Złapałam go za ramię. - A po za tym jestem zmęczona. - zaśmiałam się.
-Monica kocham Cię nad życie. Gdyby nie ty pewnie siedział bym teraz i.. nie wiedział bym co ze sobą zrobić. - Wziął mnie na ręce tak jakbym była lekkim piórkiem, i położył mnie na siebie.
-Czemu mnie tak łatwo podnosisz ? - wtuliłam się w niego
-Czemu mnie tak łatwo rozkochałaś ? - Cmoknął mnie
-Bo tak ! - zaśmialiśmy się - Pobaw się ze mną !
-Że 69 tsa ? - zaśmiał się
-Nie ! - Cmoknęłam go w nos - tak jak małe dzieci ! - zaśmiałam się
-Okej, robimy samolot!
Gdy byłam już na dole, przytulaliśmy się. Nagle usłyszałam głośne walenie w drzwi.




(Miejsce gdzie zaczyna i kończy się trzema myślnikami, możemy nazwać Via.Cassidy Young :D)

Rozdział 14

 włącz http://www.youtube.com/watch?v=V4aq043kdfY
- Zayn ! Nie ! ZAYN ! - Wrzeszczałam na cały szpital. Lekarze szybko wpadnęli do sali i mnie z niej wywalili.. bałam się. Stałam pod salą i płakałam. Louis podszedł do mnie.
-Kochasz go.. rozumiem.. - przytulił mnie ze smutkiem
-Ja.. chyba tak... ale.. z tobą mam coś więcej niż przyjaźń, ale mniej niż miłość.. Kocham Cię jak brata ale.. Zobaczyłam jak Zaynowi na mnie zależy... teraz już.. nie żyje.. -rozpłakałam się.
Czekałam z 10 minut albo i więcej na jakieś wiadomości od lekarzy.. Płakałam aż miałam bluzkę mokra.
-Zayn.. on nie żyje.. a ja.. to przeze mnie.. - łkałam - jesteś dla mnie jak brat ale... - już nie mogłam nic mówić choć próbowałam.
-Ćśś.. rozumiem... nie przemęczaj się. - Przytulił mnie i podeszliśmy do recepcji
Wzięłam tylko karteczkę, zapisałam mój numer telefonu z napisem "Dziewczyna Z.Malika"
-Louis.. zawieź mnie do siebie.. - łkałam
-Okej. - wszedł na miejsce kierowcy i pojechaliśmy do jego domu
*10 minut później*
Siedziałam na kanapie i płakałam. Czemu się nie odezwali do mnie ? W końcu zasnęłam
*20 minut później*
Obudził mnie dzwonek telefonu. Nieznane.. Kto może do mnie dzwonić ?
Chwilę się zastanawiałam aż w końcu Louis pobiegł do salonu.

-Odbierz to w końcu proszę Cię ! - zaśmiał się ze smutkiem..
Jak kazał, tak zrobiłam
-Tak słucham ? - łkałam cicho
-Proszę przyjechać do szpitala.. - powiedziała pani poważnym głosem. To ta recepcjonistka.
Od razu się rozłączyłam. Szybko się ubrałam.
-Louis jedziemy do szpitala ! - Krzyknęłam łkając głośniej
- Co jest ? - powoli szedł
- Oni zadzwonili.. że mam szybko przyjechać.. chyba zmarł.. tak przypuszczam..szybko !
*8 MINUT PÓŹNIEJ*
Weszłam do szpitala (Louis został na dworze)  i biegłam do sali. Był tam lekarz który zasłaniał łóżko Zayna..
-Śmierć kliniczna*  - uśmiechnął się.
-CO ?! - Łzy leciały  mi ze szczęścia
Pobiegłam do łóżka.
-Zayn ? - Złapałam go za rękę.
-Monica. - Łzy leciały mu ze szczęścia.
-Ja Cię kocham.. - zaczęłam płakać
-Spójrz na mnie. - Spojrzałam. - Chodź bliżej.
-Po co ? - Podeszłam bliżej
W jednej chwili przytulił mnie i zaczął mnie całować. Miał rękę w bandażach.
Uśmiechnęłam się i biegłam do pielęgniarki.
-Kiedy Zayn może wyjść ?! Przecież to tylko parę ran ! - spytałam
-Jutro.. przecież miał śmierć kliniczną i trzeba mu zrobić badania.
Biegłam do Zayna
-Jutro możesz wyjść ze szpitala ! - pocałowałam go
-To jutro się spytam ciebie coś ważnego..
-Teraz !
-Jutro ! - zaśmiał się
-Teraz ! - prosiłam
-Jutro.
-Foch ! TERAZ ! - Strzelałam focha
-Na pewno ? - spytał
-Tak. - pocałowałam go w usta
-Wyjdziesz za mnie ?






śmierć kliniczna* = Gdy "umierasz" lekarze mogą cię w ciągu paru minut odratować tzn. w ciągu paru minut muszą zacząć cię ratować a po parenastu jak się uda możesz |ożyć|

Rozdział 13

Włącz to  http://www.youtube.com/watch?v=F-4wUfZD6oc

Od razu odeszłam od tematu.. nawet go nie zaczęliśmy.
-Pojedźmy do domu.. tam porozmawiamy.. nie będziemy robić scen przy ludziach.. - Szepnęłam
-Nie pozwolę ci głupia debilko z nim jechać ! JEDZIESZ ZE MNĄ. - Krzyknął
-Nie znasz drogi. - uśmiechnęłam się złowieszczo
-Znam - zrobił to samo
-Nie ?
-Tsa! - Zaczęliśmy się drażnić - Louis prowadź. Szarpnął mnie za rękę i ciągnął do samochodu.
Louis spojrzał na mnie ze smutkiem. Weszłam do samochodu Zayna obok niego. Gdy wyjechaliśmy w miejsca .. zaczęła się.. afera jakiej nigdy w życiu nie doznałam.
-Jesteś.. nienawidzę Cię.. - łzy kapały mu na podłogę od samochodu. Jechaliśmy za samochodem Louisa a po chwili byliśmy na miejscu.
Gdy Louis otworzył mu drzwi, Zayn szeptał jakieś przekleństwa.
-Ona jest moja. Ja jej nie biję, nie szarpię, nie wyzywam tak jak ty. - Popchnął go.
-Nie bijesz? Nie szarpiesz ? To co to kur*a jest ?! - wskazał na bandaż
-Ja ci zaraz powiem co to jest ! - Zaczął go szarpać.
Gdy się uspokoili ja zdjęłam bandaż. Zayn upadł na kolana
-Co ty... cze.... - wbiegł do łazienki. Przeszukiwał wszystko. Poszłam za nim a Louis za mną.
-Czemu to robisz ?! - w ręce trzymał żyletke
-BO TAK MI SIĘ PODOBA ! Ah.. MAM BYĆ SZCZERA. PRZEZ CIEBIE ! - Wyrwałam mu żyletkę i wbiegłam do łazienki. Nie było tam nawet drzwi. Od razu przejechałam się po ręce.
-Nie rób tego ! - Louis wyrwał mi żyletkę z ręki. Zayn szukał bandażu.
Zrobiłam zaledwie jedną ranę, a krew lała się jak nic.
Zayn znalazł jakiś bandaż. Owinął moją nogę i powiedział.
-Tym razem bez nerwów.. powiedz z kim chcesz zostać.. - Wyglądał na wściekłego
- I tak już nie chcę żyć co mi tam zabij mnie. Z człowiekiem który mnie nie bije. Nie wyzywa. Nie szturcha. Nie popycha. Nie jest Zaynem. Jest Louisem. Idź już. Nie mogę na Ciebie patrzeć.
Już miał wychodzić.. ale cofnął się po żyletkę. Przeraziłam się.. uśmiechnął się do mnie złośliwie.
-Ostatni raz mogę powiedzieć ci to : Kocham Cię. Żegnaj. Przejechał się po ręce z 50 razy.. Chciałam wyrwać mu tą żyletkę. Ale zemdlał.
-Louis dzwoń na pogotowie ! Szybko ! - Płakałam
*5 minut później*
* W szpitalu*
- Co z nim ? - Spytałam
-Powinnam Ciebie się o to spytać.
-No.. pokłóciliśmy się i Zayn wziął - jak powiem że żyletkę to pewnie od razu policje zawoła - jakąś .. igłę? Tak, igłę. Chyba tak i .. zaczął się ciąć.. - Łzy kapały mi na podłogę. - Chcę go zobaczyć.
-No dobrze, tylko na 5 minut.
Weszłam. Zayn był nie przytomny. Złapałam go za rękę, i ruszył tylko ustami jakby miał powiedzieć "Minuta. Kocham cię." Jezu jaka Minuta ? Patrzałam na zegar. Minęła minuta. Urządzenie zapikało kilka razy. On.. umarł.. on nie żyje..

piątek, 13 września 2013

R.12 (?)

Siedziałam w wannie cała w krwi. Rysowalam krwią napisy "Help" i "Louis" Naglę Louis zaczął krzyczeć
-Monica aniołku gdzie jesteś ? - Krzyczał
-Tu. W łazience. W wannie. Już czerwonej wannie. - Krzyknęłam powstrzymując płacz.
Po chwili Louis zaczął się dobijać do łazienki
-Otwieraj ! - krzyknął
-Nie. - powiedziałam
W jednej chwili drzwi były już wywalone.
-Louis ja.. ja nie mogę.. - zaczęłam płakać zasłaniając twarz dłońmi umazanymi krwią.
-Co ty zrobiłaś?! JAK TY MOGŁAŚ ?! - Wrzasnął na mnie. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. - Dobrze.. już dobrze.. wybacz mi.. - wziął mnie na ręce i nie przejmował się krwią na bluzce. Położył mnie na podłodze w łazience. Szybko wziął bandaż i owinął rany. Spojrzał na napisy na wannie, A potem mi w oczy.
-Obiecaj... nigdy.. tego.. nie .. rób.. - jego łzy leciały jak z cebra. To moja wina..
-Obiecuję. Ale... Liam Hazz i Niall chcą być tu za.. - popatrzałam na zegarek w łazience - za  6 minut..
Idź usiądź na kanapie a ja zaraz przyjdę. Obiecuję. Posłusznie usiadłam na kanapie w salonie i czekałam.. chyba mył wannę.
-Aaa ! Jezu aaaa ! - krzyczał
-CO ?! - Wystraszyłam się.
-Prysznic wyleciał mi z ręki i ochlapałem się.. - powiedział z fochem.
- Weź myj szybciej masz niecałe 5 minut.
*minuta później*
-Juuż ! - weszłam do łazienki.
-Ciesze się że umyłeś wannę... że podłoga jest mokra że obrazek spadł do kibla i że.. mokra jest tylko.. łazienka.. - zaśmiałam się.
-Idź się przebierz. Szybko. - powiedział
Już po minucie byłam przebrana w suche ciuchy. Louis też. Był ubrany w czyste, suche bez krwi rzeczy.
Mieli być za 2 minuty.
-Louis szybko chodź !
-Okej. Że ja na to nie wpadłem. - zaśmiał się i już stał obok mnie
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do parku. Tam usiedliśmy na ławce i Lou zaczął mnie przytulać.
-Czemu to zrobiłaś ? -Patrzał na bandaże.
-Za mocno Cię kocham. Chłopacy zobaczą co mi zrobili.. - Usiadłam mu na kolanach a on trzymał mnie w talii.
-Kochasz Mnie ? - Spytałam
-No nie wiem. - Obróciłam się. Zayn...

czwartek, 12 września 2013

R. 11

-Louis.. ja Cię też kocham.. myślałam że jak ci to powiem to.. fochniesz się.. czy coś... ale t- ni zdążyłam dokończyć bo wpił się w moje usta.
-Ja Cię kocham i nigdy bym się za to nie fochnął. Kocham cię nad życie.  Chcesz iść na spacer ? - Cmoknął mnie w policzek.
-Tak chcę. - Odwzajemniłam pocałunek w policzek.
-Na pewno? - Pocałował mnie w drugi policzek.
-Tak na pewno ! - Krzyknęłam ze śmiechem i złączyłam nasze usta. - Ale miałeś odpoczywać.
-To będę odpoczywał. Ale od jutra. - Położył mnie na siebie. Leżeliśmy tak chwilę.
-Od dziś wieczorem ! - Wtuliłam się w jego tors.
-Dla Ciebie wszystko. - Położył rękę na udzie i jechał nią do góry. Zaczęliśmy się całować, ale przerwał to dzwonek do drzwi. Ktoś walił w nie.
-OTWIERAĆ!-Krzyknął znany mi głos. To Hazza. Louis otworzył mu drzwi. Hazza od razu krzyczał na niego.
-Monici się zachciało?! Ona jest ZAYNA ! -Walnął Louisa w rękę i w policzek. No i podbródek.. no i prawie wszędzie...
-STOP !!! -Wykrzyknęłam i wystawiłam głowę zza ściany. Patrzałam na Hazze wzrokiem typu "Czego chcesz ?!"
-Monica jedziesz ze mną do Zayna. -Chwycił mnie za rękę.- Bezczelna smarkula!
-Nie! Zostaw ! - Ścisnął dłoń. Jezu jak boli.. - leciały mi pierwsze łzy.
-Zostaw ją ! - Hazza ścisnął jeszcze mocniej.. ręka mi pulsuje. Kur*a dość!
Kopnęłam go w nogę. Zleciał na kolana, a ja ryczałam z bólu. Moja ręka.. cała czerwona... odcisk jego dłoni.. żyły mi nawet widać. Loczek podwijał spodnie, i miał tam czerwony ślad.
-Ja go nie kocham Hazz. - Kucnęłam.
-Proszę.. zrób to dla niego.. on Cię kocha. - Miał czerwone oczy a na dodatek łzy w nich.
-Nie. Ja nie umiem kochać "na niby". Ja kocham Louisa. Weź wyjdź. - Posłusznie wyszedł. Ostatnie co mi pokazał za drzwiami.. to włączony dyktafon w telefonie. Zaśmiał się szyderczo. Trzasnęłam drzwiami i usiadłam na kanapę w salonie. Zaczęłam płakać. Poczułam rękę Louisa na moim podbródku. "Podniósł mi głowę" i pocałował mnie w usta.
-Zayn.. mnie zabije.. jezu.. Louis.. czemu jesteś rozmazany ? -Spytałam łapiąc się za głowę.
-Nie jestem rozmazany.. - Chwiałam się ale Louis mnie trzymał.
-I taka szara mgła zamiast Ciebie.. Louis źle się czuję.. Pomocy..- złapałam go za ręce.
*Oczami Louisa*
Jezu gdzie telefon.. o tu! Szybko szybko szybko.. 999.. Jezu szybciej.. Monica miała lekkie drgawki
-Pogotowie, słucham ?
-Szybko przyjechać na Ul. Maj... - przerwało. Telefon się wyłączył.. jezu jezu jezu zabije się zaraz !
***
-Monica.. spójrz na mnie. - Lekko dotykałem jej policzek.
-Ja ja kocham Cię Louis..  - w jednej chwili dgrgawki minęły, a oddech zwolnił się.
-Zostaw mnie Hazza... Ja Louisa kocham a nie Zayna !  -  zaczęłam płakać
- Monica tu jestem tylko ja. Louis. Nie ma tu Hazzy. Spokojnie.
Ona tylko pokazała palcem za mnie. Odwróciłem się... i zobaczyłem ciemność.
-Hazza zostaw mnie ! - Prosiłam.
-Nie. Jedziesz do Zayna. - Pogłaskał mnie.. idiota
-Zostaw mnie ! Uciekłam do łazienki i zamknęłam się w niej.
-Dobra, debilko wrócę tu z Niallem i Liamem za 30 minut i będziesz mieć przesrane.
Nie reagowałam. Siedziałam tylko na wannie i bawiłam się włosami
*20 minut później* Usiadłam do wanny i
Wzięłam coś ostrego. Nie mogę no nie wytrzymam.
Po minucie miałam z 40 ran na udach a w ręce żyletkę.

środa, 11 września 2013

R 10.

-I jak badania? -Spytałam się go ze sztucznym uśmiechem.
- Dobrze. Mogę wyjść za tydzień. - Odwzajemnił uśmiech.
Bawiłam się jego włosami z myślą o Louisie. Przez to zaczęłam płakać. Myślałam nad tym że Zayn zawsze mnie pchał, szarpał i był taki.. dziwny. Louis mnie nigdy nie skrzywdził. Schowałam twarz w moich dłoniach.
-Mon co się stało ? - Złapał mnie za dłoń
-Przypomniałam sobie coś.. ale dobrze że się nie spytałeś czemu się naćpałam.
-Czemu się naćpałaś ? - Zapytał ciekawy
- Hm pomyślmy. Popychasz mnie, szarpiesz mną za byle co, dziwnie się zachowujesz. Idę. Cześć. -Wyszłam z sali a Zayn tylko westchnął. Usłyszałam tylko "Bo kur*a może się o Ciebie troszczę"
Popatrzałam na zegarek. Miałam jeszcze 5 minut do spotkania z Louisem. Usiadłam na ławeczce w pustym korytarzu i zaczęłam cicho płakać.
-Ja chyba go kocham.. - Szepnęłam do siebie. Gdy już się uspokoiłam poszłam do sali w której była moja torebka. Chciałam napić się wody. Grzebałam w torebce z minutę. W końcu znalazłam moją wodę.
Gdy tylko przypomniałam sobie o Louisie wyszłam znowu na korytarz i zaczęłam płakać.
-Mon ? - Usłyszałam głos Louisa - Co się stało?
Usiadł i objął mnie ramieniem. Przytuliłam się do niego i nie odezwałam się ani słowem, tylko płakałam.
-Ja.. chcę.. do domu.. - zaczęłam się uspokajać. - Do twojego domu... - wtuliłam się w niego.
Gdy przechodziła pielęgniarka udawałam że nie płaczę.
-Czy ja z Monicą możemy się już wypisać i jechać do domu..? - Spytał błagalnym wzrokiem
-Monica może.. ale Ty.. będziesz musiał odpoczywać.
-Dobrze, dobrze ale proszę nas wypisać.
Podeszliśmy do "recepcji" i wypisaliśmy się. Poszłam z Louisem wtulona w niego po moją torebkę. Gdy już ją miałam, wyszliśmy i wsiedliśmy do jego Auta.
-Czemu tak w ogóle chciałaś się wypisać ? Tam jest.. Zayn... i... - spuścił głowę na dół
-I co ? -spytałam udając że nie wiem o co chodzi
-Jeśli go k-kochasz powinnaś zostać. - wyszeptał
-Ja go nie kocham. Nic do niego nie czuję..
Spojrzał się tylko na mnie i wyjechaliśmy z terenu szpitala.
-Za 10 minut będziemy na miejscu. - Uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech
Byłam strasznie zmęczona. Zasnęłam.
*Po chwili*
Gdy dojechaliśmy Louis wysiadł z auta pierwszy, a mnie ostrożnie wziął na ręce. Położył mnie w łóżku w sypialni i położył się obok mnie oraz przysunął mnie do siebie.
*20 minut później*
*Oczami Monici*
Obudziłam się ale nie miałam możliwości wyjścia z łóżka przez Louisa. Jaki on jest słodki jak śpi !
Objęłam go ręką i czekałam aż wstanie.
***
*5 minut później*
-No wstawaj śpiochu. - szepnęłam do jego ucha
 Otworzył jego oko i szybko się uśmiechnął.
-Monica, słuchaj bo taka mana mi się spodobała i nie wiem jak jej powiedzieć że ją kocham..
Ukrywałam smutek. Dziwne.. obejmuje mnie ręką ale podoba mu się inna.
-Powiedz to co czujesz. - Powiedziałam
-A jaką ty byś chciała usłyszeć wersje "Kocham Cię" jeśli już ktoś by miał to powiedzieć ? - spytał
- No po prostu "Kocham Cię"
-Monica?
-Co Lou ?
-Kocham Cię.

wtorek, 10 września 2013

R. 9

Moje serce zaczęło szybciej bić. Podbiegłam do posiniaczonego Zayna i złapałam go za dłoń kucając.
- Zayn przepraszam.. - zaczęłam płakać ale i tak cieszyłam się że Zayn się obudził. - Ja zrobię wszystko żebyś mi wybaczył ... - zaczęłam płakać i nie mogłam już nic powiedzieć.
Zayn tylko resztkami sił przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Oparłam głowę o jego tors.
- Wybaczę Ci wszystko, kocham Cię. - Pocałował mnie w czoło.

Spojrzałam na lekarza, a ten dawał jakieś znaki że muszę wyjść.

-Zayn później przyjdę. Obiecuję. Lekarz zrobi ci tylko badania. Wtedy przyjdę. Dobrze ? - Cmoknęłam go w usta
-Będę czekał. - Uśmiechnął się skrywając ból.

Posłusznie wyszłam z sali.. bardzo chce mi się do toalety.
-Przepraszam gdzie tu jest toaleta ? -Spytałam się jednej z przechodzących pielęgniarek.
- Na parterze obok recepcji. - Wskazała na schody.
-Dziękuję ! - Powiedziałam

Kierowałam się w stronę schodów. Po chwili byłam już na dole. Weszłam do damskiej toalety i "załatwiłam potrzebę". Kierowałam się w stronę wyjścia. Za drzwiami.. zobaczyłam ciemność. Ktoś zasłonił mi oczy jedną ręką, a drugą przytulił. Gdy zsunął rękę z twarzy, obróciłam się. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Pisnęłam cicho ze szczęścia.
-LOUIS ! - Wtuliłam się w niego. Zaczęłam płakać bez powodu. Chyba ze szczęścia.
Gdy się od siebie odczepiliśmy, zaczęłam płakać ale tym razem ze smutku. Był cały posiniaczony, miał oba ramiona w bandażach oraz strupy na twarzy. Wtuliłam się w niego ponownie.
- Nie martw się. Nic mi nie jest. Po prostu Zayn.. a nie ważne. Jak tu trafiłaś ? - Złapał mnie za dłonie. Uśmiechnęłam się.
-Miałam wypadek z Zaynem. To przeze mnie.. - Wtuliłam się w niego - Byłam naćpana.. wyjęłam kluczyki jak jechaliśmy na autostradzie.. chyba walnął nas jakiś duży samochód.. to przeze mnie..
-Biedactwo.. ale mam nadzieję że "naćpana" nie tak dosłownie.? - spytał
-Byłam.. upita i naćpana.. dosłownie.. - zaczęłam płakać zakrywając dłońmi twarz.
Poczułam jego ręce na moich plecach. Przyciągnął mnie do siebie i zaczął przytulać. Poczułam spadające łzy na moich ramionach. Spojrzałam się na niego.. on płacze.. przeze mnie..
- Co ty zrobiłaś.. czemu mi to robisz ? Czemu mi i Zaynowi to robisz? - Łzy spływały mu po policzkach.
-Zayn mnie szantażował, szarpał, popychał,
dziwnie się zachowywał.. nie chciał żebym cię odwiedziła.. - Wtuliła się we mnie. - Ty nigdy mi nic nie zrobiłeś. Mam nadzieję że zostaniemy przyjaciółmi.
 -Tak.. przyjaciółmi. - Spuścił głowę na dół.
- Co jest ? - Spytałam łapiąc za jego podbródek.

- Nic. - Spojrzałam na dół. Na podłogę kapały jego łzy.
-Louis..
- O 14.35 czyli za 10 min spotykamy się tu. Wszystko ci powiem.. -wyszeptał i pobiegł schodami na górę.
Poszłam zobaczyć do Zayna. Gdy weszłam do jego sali zasnął. Jeju jaki słodziak ! Podeszłam do niego i złapałam go powoli za rękę. Ten od razu otworzył oczy i się uśmiechnął. Kucnęłam przy nim. Nie miałam żadnego uśmiechu na twarzy.. ja po prostu kocham Louisa.

R.8

Zayn. Podeszłam do niego.
-Ratuj mnie. Te słonie i jednorożce mnie atakują. - Leciało ode mnie alkoholem i widać było że jestem naćpana. - One są tu. Jeden wleciał do sypialni. Raatuj !! - Wrzasnęłam

Wziął mnie na ręcę jednocześnie mnie obezwładniając. Zaniósł mnie do jego samochodu. Posadził mnie na miejsce pasażera z przodu i zapiął. Powiedział że za 5 minut przyjdzie.

*Oczami Zayna*
Wiedziałem że to będzie zły pomysł. Nie wiem kim jest ta dziewczyna. Pewnie jakaś Dilerka. 
Wszedłem do salonu.
- Kim ty kur*a jesteś ?! - Zacząłem szarpać Sashe
- Jednorożec mnie bije ! - Rozpłakała się
Siłą wyprowadziłem ją z mieszkania. Wziąłem klucze z szuflady i zamknąłem drzwi. 
Schowam te klucze. Tylko ja będę wiedział gdzie one są. Głupiaaa Mon ! 
***
Po wejściu do samochodu rozpętała się kłótnia. 
-Mon masz zakaz wychodzenia beze mnie dopóki nie zmądrzejesz ! -Wydzierał się na mnie. 
- Głupi jednorożcu nie rozkazuj mi - Mruknęłam. 
- To ja Zayn ! - Byłem wściekły jak nic.. ale bardzo bałem się o jej stan. 
- Yhy tak tak jedź już. - Szepnęła do siebie. 
Wyjechaliśmy. Po 3 minutach jazdy Mon coś obiło i byliśmy na autostradzie.  Patrzałem na drogę. W jednej chwili się zorientowałem.. Samochód nie jedzie. CO DO CHOLERY ?! Gdzie klucze ?
-Monica w tej kur*a chwili oddawaj klucze ! - Krzyknąłem na całe gardło. Zamiast widoku podawania kluczy przez Monicę, Zobaczyłem tylko ciemność. A ostatnie co usłyszałem to wrzask Monici .. 

* 2 dni później * 
*Oczami Monici*
Gdzie ja jestem.. Czemu .. To szpital.. ? Ała wszystko mnie boli.. Gdzie Zayn.. - Rozpłakałam się a na salę weszła pielęgniarka.
***
- Jest pani w szpitalu, miała pani wypadek. Przynieść coś do picia ? Lub.. coś pani potrzebuje ?-Spytała spokojnie pielęgniarka
-Przestańcie z tą "pani" ! Ja potrzebuję  Zayna,  gdzie on jest ! -Krzyknęłam 
-Zayn.. - spojrzała na listę - ah tak. Zayn jest w ciężkim stanie. Złamanie nogi oraz lewej ręki oraz śpiączka. Ale proszę się nie denerwować, śpiączka na pewno minie bardzo szybko. 
- Na pewno ?! - Spytałam patrząc błagalnym smutnym wzrokiem
-Tak. Natomiast ty masz tylko złamaną rękę. Zrobiliśmy już ci gips i jeśli chcesz, możesz wstać. 
Od razu wstałam na nogi. Podeszłam do pielęgniarki.
-Gdzie Zayn ? - Spytałam 
-W sali 143. Tu korytarzem prosto a potem na lewo. Pierwsze drzwi.
-Dziękuję. 
Szłam w stronę sali 143. Po chwili byłam już na miejscu. Drzwi były zamknięte. Z sali wyszedł lekarz.
- Dzień dobry. Kim Pani jest ? - spytał
- Jestem Monica. Jestem dziewczyną Zayna Malika. Chcę go zobaczyć. 
- Dobrze, wejdź. Jego łóżko ma numer - spojrzał na listę - 2. Czyli to te po środku. 
- Dziękuję. 
Weszłam do sali. Były 3 zasłony. Każda jedna zasłona zakrywała jedno łóżko. Na każdej zasłonie był numer. Odchyliłam zasłonę numer 2. Zaczęłam cicho płakać. Zobaczyłam Zayna, miał jakąś kroplówkę, gipsy i strasznie wyglądał. Miał posiniaczoną klatkę piersiową. Podeszłam do niego. 
-Zayn.. - zaczęłam mówić. Wiem że i tak mnie nie słyszał- Przypomniałam sobie.. przepraszam.. co ja bym dała żeby teraz być tu z tobą. Złapałam się za jego rękę. A moja kropla łzy spadła na jego serce. Zacisnął dłoń.
-Już dobrze.. jestem tu.. to ja, Monica. - Szepnęłam jednocześnie kucając. Zobaczyłam że jego powieki lekko drżą, usta się ruszają a serce powraca do normalnego tempa.
- Proszę już iść. Musimy zrobić badania.
Posłusznie kierowałam się w strone drzwi. Gdy stanęłam w drzwiach .. 
-Monica.. wróć.. proszę.. -usłyszałam cichy głos

poniedziałek, 9 września 2013

R.7

-Łołoo co ? Przecież mówiłaś że nigdy nie spróbujesz ćpać..
- Błagam cię.. chociaż jedną torebeczkę proszków.. - błagałam
- Dobra, będę za 5 minut.

*Oczami Sashy*
Boję się o nią. Nigdy nie ćpała. A w ogóle to mimo że mam do niej 5 minut drogi boje się, że ktoś mnie złapie z proszkami.. Najpierw muszę się dowiedzieć o co chodzi.
***
*5 min później*

*Oczami Monici*
Usłyszałam pukanie. Wiedziałam że to Sasha. Otworzyłam jej.
-Siemanoooo ! - Wykrzyczała
-Hej. - Powiedziałam krótko z mokrymi policzkami oraz oczami pełnymi łez.

Zamknęłam drzwi a Sasha dała mi do ręki woreczek z białym prochem. Wpadłam jak szalona do salonu. A Sasha za mną. Chciałam się naćpać jak najszybciej. Wzięłam byle jaką kartkę z biurka i rozsypałam na niej kokainę. Już po chwili widziałam tańczące jednorożce i latające słonie, a sama zaczęłam śmiać i robić dziwne rzeczy. Pod wpływem kokainy zadzwoniłam do Zayna.
*Oczami Zayna*
Właśnie wróciłem do domu.. byłem wściekły na Monicę ! Usłyszałem piosenkę z telefonu. Monica Dzwoni.-
-Czego chcesz ? - Spytałem w sposób "Jezu, odczep się, czego chcesz ?!"

- Jaja widzę jednorożce... I Słooń popatrz one są kolorowe i Sasha wisi na lampie przyjedźź fa-fajnie tu jest kolorowo - zaczęła się śmiać i śmiała się tak przez 10 sekund. Usłyszałem dźwięk rozłączania się. Mocno się wkurzyłem. Była najarana, naćpana albo upita. Mnie to gówno obchodzi. Jutro do niej pojadę i ją skarcę.
***
-Idź pp-po jeszcze jeden lub dwa woreczki i k-ku-ku-kup alko-ko-kohol - Mówiłam do Sashy nie mogąc przestać się śmiać. Położyłam się na kanapie. Sasha powiedziała że będzie za 10 minut. Pod wpływem kokainy wysłałam Zaynowi dziwnego smsa..
Zobaczyłam kolejnego jednorożca. Zaczęłam się z nim bić. Ktoś pukał Przynajmniej mi się tak wydawało! Otworzyłam. Do mojego domu weszła banda smerfów. Wrzasnęłam. Zaczęłam się z "nimi" bić.
Po 2-3 a może 10 minutach.. (sama nie wiem naćpałam się) zadzwonił ktoś do drzwi a smerfy znikły. To Sasha. Miała ogrooomną torbę. Wleciała do salonu. Ja powoli zamykałam drzwi jednocześnie śmiejąc się. Po chwili weszłam do salonu. Na stole była wódka, 10 piw, 4 malutkie woreczki koki i 2 paki chipsów.
 - 2 woreczki dla mnie a 2 dla ciebie - powiedziała Sasha.- Szaleje-sza-szalejemy
 - O-o-o-o-k
Szybko rozsypałam koke na stole i ją wciągałam. Aaaale odloot. Coraz więcej jednorożców.
-Widzę jednorożce... - powiedziałam ze strachem do Sashy
-Też je widze. - odpowiedziała mi
W jednej chwili miejsce gdzie moja kokaina, już jej nie było. Wciągam za szybko ?  Chyba przesadzam. Ale to przez tego Dupka. Rozsypałam drugi woreczek. Po 5 minutach byłam K-O-M-P-L-E-T-N-I-E oddzielona od świata a mój śmiech był podobny do upośledzonego dziecka. Wzięłam piwo. Wypiłam całe w 1 minute. Zadzwoniłam do Zayna. Odebrał  i nic nie mówił. Milczeliśmy przez pare sekund.
-KURNA POMOCY ZAYN JA SIĘ BOJE TE JEDNOROŻCE CHCĄ MNIE ZABIĆ ! ONE SĄ - Wszędzie ! Jeden zabrał mi wódę !  -  Zaczęłam tak gadać. Po chwili rozłączyłam się.
*5 minut później*
Leżałam na kanapie z kolejnym piwem. Zaczęłam się śmiać na cały dom. Ktoś walił w drzwi.. a zaraz po tym je wywarzył. Stanął w drzwiach. Piwo wyleciało mi z rąk, a mój śmiech zamienił się w odgłosy strachu a oczy napełniły się łzami. Bałam się jak cholera.

Rozdział 6

Zaczęłam płakać a moje łzy spadały na podłogę. Bałam się..  Miałam czerwone oczy od płaczu, a policzki strasznie mokre.


Może to Zayn mu coś zrobił ? Albo jeden z jego gangu ?
Wzięłam telefon do ręki. Nie wiedziałam co robić. Łzy spadały na ekran telefonu.

-Ej ? Czemu mam zepsutą godzine ? Przecież jest pewnie około 12.11 ! Eh pewnie zapomniałam go dobrze nastawić.

 Szybko wytarłam łzy i odłożyłam go na stół.





*10 minut później*



Usłyszałam pukanie do drzwi. Popatrzałam się przez wizjer.     Był to Zayn. Trzymał różę.. Jakie to słodkie.. ale z drugiej strony pewnie to on zrobił coś Louisowi.
Otworzyłam mu.

-Hej Zayn..
- Hej kotku. - Dał mi buziaka w usta. - To dla ciebie. -Podał mi róże.
-Jeju jaka śliczna ! Dziękuję! - Wpadłam mu w ramiona tak, aby nie zgnieść róży. - Wejdź. - Zaprowadziłam go do mojego salonu.
Usiedliśmy na kanapie.
Ustawiałam różę w wazonie a Zayn patrzał mi się w oczy. Poczułam jego rękę na moim ramieniu. Obróciłam się do niego.

-Ty płakałaś ? -Zapytał z troską.. Taki milutki a wcześniej to co ?
- Nie.. to znaczy.. - Przypomniałam sobie o Louisie i znowu zaczęłam ryczeć jak dziecko - T-tak .. Co-co-co si-się st-stało L-L-L-L-Loui-Louisowi.. - wydukałam z płaczem.
- Zaatakowałem Go. Dałem mu parę ciosów i kilka razy go kopnąłem. Nie będzie się do Ciebie zbliżał bo jesteś moja.

Odsunęłam się od niego. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Chciał mnie przytulić ale go odepchnęłam.
Po chwili byłam na jego kolanach. Chciałam uciec. Jak najdalej ale za mocno mnie trzymał za ramiona.

-Zostaw mnie ! - Wykrzyknęłam.
-Nie! ZA DUŻO DLA CIEBIE ROBIĘ !
-Ja chcę do Louisa !

W jego oczach zobaczyłam złość.

-Co ty powiedziałaś ?  - Puścił mnie.
- Chcę iść do Louisa ! CHCĘ GO ZOBACZYĆ ! - Wykrzyknęłam
-Nie ma mowy. Przynajmniej nie ze mną, nie na moim skuterze ani z żadnym moim samochodem ! - Kierował się w stronę drzwi. Gdy był obok nich spojrzał tylko na mnie ze smutkiem i wyszedł.

*Oczami Monici*
Mam dość, dość ! Odkąd Zayn pojawił się w moim życiu, to nie mam po co żyć. Z jednej strony go kocham a  z drugiej nienawidzę. Zadzwoniłam do mojej znajomej Sashy.
***
-Hej Sasha.. - Powiedziałam ze smutkiem
- Siema Mon, coś się stało ? - Spytała
- Przyjdź do mnie z jakimiś tabletkami, proszkami czy co ty tam masz..





niedziela, 8 września 2013

R.5

Zdziwiłam się. Nie ma to jak całowanie, przytulanie a potem szantaż..
- Zayn ! O co Ci Chodzi ?
- Masz być grzeczna.
- Zayn .. chcę iść do domu.. chociaż na jeden dzień.. - Błagałam
- PO CO ?! Może żeby dzwonić na policje albo mnie wydać ?!
- Nie.. po prostu chce się zobaczyć z MOIM domem.
-A obiecujesz że na następny dzień wrócisz? - Przytulił mnie.
- Tak.. - powiedziałam ze smutkiem.

Po chwili Liam, Harry i Niall byli już w samochodzie. Wyjechaliśmy z tego mrocznego lasu.. Uf..
-Zabierzcie ją do jej domu. Umówiliśmy się że jutro ma do mnie przyjść.. - Powiedział obejmując mnie ramieniem.

*Oczami Monici*

Uff... wybłagałam go. Dobra.. nareszcie zobaczę się z moim domem ! Oł jeah. Ale gdzie ja mam klucze.. no tak. Liam je ma..
***

Dotarliśmy pod mój dom. Wyszłam z auta i wzięłam od Liama klucze.
-Mogę Cię odprowadzić ? - Zayn chwycił mnie za rękę.
-C..A.. Yy tak ! - Odpowiedziałam
- No chyba że nie chcesz.. - Zaczął się odwracać do samochodu.

Pociągnęłam go za rękę.
-No pewnie że chcę! - Uśmiechnęłam się.

Odprowadził mnie do samych drzwi. Przekręciłam kluczem i otworzyłam drzwi.
-Kiedy mogę wpaść ? - Spytał Zayn łapiąc moją dłoń
- Nie wiem. Jutro do mnie napisz i się umówimy. Tu masz mój numer - Podałam mu karteczke z moim numerem telefonu.
- Jutro o 12.10 napiszę. Już lecę, chłopaki czekają. Na razie kotku. - Pocałował mnie.
- Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się.

Weszłam do domu i przebrałam się w moje nowe ciuchy.
Zaczęłam czytać książke. Ze zmęczenia zasnęłam..

*Godzina 12.05*
O my good ! Troszkę późno wstałam. Która godzina.. 12.05 ! Za 5 min Zayn powinien zadzwonić.
Zaczęłam się ubierać. Włożyłam ubranie które dostałam od cioci 2 miesiące temu. Poczułam wibracje telefonu i usłyszałam dźwięk smsa.


Od razu mu odpisałam.

Chciałam już odłożyć mój telefon ale dostałam kolejnego smsa. Gdy go zobaczyłam.. ze strachu upuściłam telefon na kanapę. 



R.4

Co ? Nie mogłam uwierzyć.. przeszła mnie złość i jednocześnie zdziwienie.. Patrzał mi się w oczy.. nie mogłam oderwać od niego wzroku.. Przecież on mnie porwał i robił mi takie rzeczy..

-Ale.. - Zdążyłam powiedzieć tylko tyle bo wpił się w moje usta. Odepchnęłam go.. Ja go nie kocham, niech on to zrozumie !

- Co się stało Mon ? - Spytał Zayn i objął mnie ramieniem.
- Zostaw mnie ja Cię nie kocham ! - Krzyknęłam spychając jego ramię. Widziałam w jego oczach złość i smutek. Złapał mnie za ramiona. Strach sprawił że miałam łzy w oczach. Zobaczył to.. puścił jednocześnie mnie popychając. Spadłam na trawę.

-Po co tu przyjechaliśmy.. - Spytałam po chwili ciszy ze łzami w oczach spowodowanymi przez strach.
- Uciekamy od Louisa, żeby nas nie znalazł - Powiedział Liam. - Za 30 minut wrócimy do waszego domu. Wtedy już nie powinno być tam Louisa.
- Żeżeżeżeże co ?! Do jakiego domu ? KOGO ? -Spytałam ze zdziwieniem.
- No twojego i Zayna - Odpowiedział Liam.
- Ale ja chcę mieszkać u siebie ! - Krzyknęłam i zaczęłam ryczeć. No fajnie, zaczyna padać deszcz. O i nawet grzmi.. Brr zimno !
- Chodź do samochodu.. - Ktoś wziął mnie za rękę. Odwróciłam się.. Zayn. Niechętnie wstałam.
Zaczęło lać jak z cebra, Wiatr dmuchał strasznie szybko, nawet zaczęły pojawiać się pierwsze pioruny.
-Zayn zimno mi.. - wtuliłam się w niego. Co ? Ja chyba zwariowałam.. Czemu ja się w niego Wtuliłam ? Nie wytrzymam, on mnie zabija. No ja nie mogę..

Zayn ściągnął swoją bluzę i nałożył ją na mnie i zaczął mnie przytulać.. Weszłam do samochodu. A on za mną. Zaczął mnie przytulać. Jego ręka była na moim udzie. Zaczęła jechać wyżej.

-Zayn Zostaw.. - Szepnęłam.
- Kocham Cię. Zamieszkamy razem. Założymy rodzinę.. - Zaczął mi tak nudzić.
Patrzałam się na niego. W jego oczy.. On to samo. Zaczął mnie oślepiać swoimi miodowymi oczami. Zaczął się przybliżać. Nasze twarze .. dzieliły milimetry. W jednej chwili nasze usta się złączyły..
Całowaliśmy się z 2 minuty, w końcu oderwałam się. Patrzałam w jego miodowe oczy. Byłam zahipnotyzowana.
-Zayn..
- Tak ?
- Dlaczego najpierw mnie porwałeś, zamykałeś w sypialni, szarpałeś mnie i popychałeś a teraz chcesz być razem ?
- Jakbym tego nie zrobił teraz nie znałbym Ciebie.
- I było by lepiej.. ja nie chcę żadnych ataków na mnie.
-To bądź grzeczna kotku.
- Bo co ?
- Bo będzie na tobie duużo siniaków. - Krzyknął

sobota, 7 września 2013

R.3

- Co ty robisz ?! - Wykrzyczał Loczek szarpiąc Louisa
-Uspokój się Hazza ! - Nerwowo prosił Louis

Harry popchnął Louisa. Szedł w moją stronę.

-Liam ? Niall ? Pomóżcie mi z tą gówniarą. - Wskazał na mnie.
-Odwal się ! -Kopnęłam go. Liam i Niall chwycili mnie. W jednej chwili wszyscy oprócz Louisa i mnie leżeli.. tak mi się zdawało. Louis podchodził do mnie. Nie wiedziałam czy jest przeciwko mnie, czy za mną. Bałam się, zaczęłam piszczeć. Porozglądałam się po pokoju. Nienawidzę widoku zemdlałych ciał.. zaczęłam piszczeć i płakać jeszcze mocniej. Usiadłam na podłodze.

-Monica..
Obróciłam się. Był tam Louis.. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Wtuliłam się w niego..
-Wszystko dobrze. Chodź, zabiorę Cię do domu. - Oznajmił nadal mnie przytulając.

Louis wyciągnął z kieszeni Liama klucze. Mieliśmy już wychodzić.

-Gdzie się wybieracie ? - Warknął Zayn
-Odwal się od niej. Jutro ją Przywiozę. - odepchnął Zayna

Wyszłam z pokoju, myślałam że Louis za mną idzie. Myliłam się.. leżał na podłodze. Zaczęłam wrzeszczeć.. Zayn wyszedł z pokoju i zostawił mnie.. z nimi.. Liam i Niall wstali i zanieśli mnie do ich samochodu.
Zamknęli mnie w nim. Czekałam 5 min.. powiedzieli że zaraz będą. I ich nie ma ! Nagle ujrzałam Louisa.. biegł do samochodu. Powiedział żebym wyszła..

-Oni powiedzieli że jak ucieknę to mnie zabiją.. nie mogę.. - powiedziałam z płaczem
-Wyjdź ! Ochronię Cię ! - Prosił

Wyszłam.. eh czemu ja się tak łatwo dałam namówić ? Zagrzmiało i zaczęły spadać już pierwsze krople deszczu z nieba.. Louis dał mi swoją bluzę. Przytulił mnie. Nagle.. Zayn. Liam. Harry. Niall. W jednej sekundzie Louis jęczał z bólu na ziemi z zakrwawionym nosem a Zayn Wepchnął mnie do samochodu na tylne miejsca. Liam i Harry byli z przodu. Ja z tyłu po lewej stronie, na środku Zayn a po drugiej stronie Niall. Nie wiem gdzie oni chcą jechać. Usłyszałam silnik. Popatrzałam się jeszcze raz na Louisa.. biedak leżał na ziemi.. Przez 2  minuty nikt się nie odezwał.. Aż w końcu.
- Nigdy Cię nie zostawię samej. Nigdy. Rozumiesz Gówniaro ? NIGDY. - Warknął..
-Przepraszam.. ja się.. bałam... - Co ?! Czy ja tego Dekla przeprosiłam ?! Idiotka ze mnie.

Koniec drogi. Nie wierzę.. czemu jesteśmy w  lesie ?

-Wysiadaj Kotku - Powiedział Zayn.
-Nie jestem żadnym "Kotkiem" tylko jak już MONICA. - Wyznałam ze złością..
-Monica Kotku ! - Zaśmiał się
- Czego chcesz Zayn ? - Spytałam powstrzymując łzy..
- Kocham cię.

Rozdział 2

Wziął mnie na ręce i zaniósł do Sypialni. Nie możliwe.. o co chodzi ? Usłyszałam ciche .. jakby to powiedzieć.. Cicho zamykające się drzwi i szelesty.. wstałam z łóżka. Usłyszałam odjeżdżające auto. ŻE CO ?! Chwyciłam za klamkę. Zamknął mnie ! Chwyciłam za telefon, chciałam dzwonić na policję. Telefon nie działa ? Nie no super!

-Otwórzcie się drzwi noo ! - Szarpałam klamką i kopałam w drzwi. - A gdyby tak rozwalić pokój ?
Zobaczy że mnie już nigdy nie zamknie !


Zaczęłam rozbijać lustra, łamać krzesła i robić wgłębiania w drzwiach uderzając w nie pięścią.
Zaczęłam płakać, byłam wściekła. Przytula mnie a teraz zamyka ?! Po minucie chciałam mdleć, umrzeć, uciec. Auto. Przyjechało. A z nim tych 3 kolesi. Opadłam na podłogę.. Usłyszałam tupanie. Przekręcanie klucza. Chwycenie za klamkę.. zemdlałam. Przynajmniej tak mi się  zdawało.
Ups, jednak nie zemdlałam.. chyba się zabiję. Od razu Zayn otworzył drzwi. Zaczęłam płakać i szarpać go.

-TY MATOLE CO TY MNIE ZAMYKASZ ?! - Zaczęłam krzyczeć i łzy leciały mi litrami.

Nic nie odpowiedział. Oglądał pokój. Blondyn z błękitnymi oczami patrzał się jakby nigdy nic. Ten drugi tak samo.

- Co ty krowo zrobiłaś z moim domem ?! -Warknął na mnie. Przeraziłam się.
- Co ty debilu mnie zamykasz i odjeżdżasz ?! Wracam do domu ! - Krzyczałam z całych sił.

Zatrzymał mnie. Idiota..
-Nie pozwolę Ci.. jesteś teraz moja. !
Patrzałam na niego jak zaryczane dziecko. Usłyszałam kolejne tupanie. Teraz wszedł chłopak z lokami i
zielonymi oczami. W ogrodzie słychać było krzyczenie "Zostawcie ją! Chłopaki!"



Kolejne tupanie. Boje się. O co chodzi... wszedł do Pokoju jakiś chłopak.. miałam zaryczane oczy nic nie widziałam. No dobra, widziałam ale po prostu już nie mogłam opisać tego co tam się dzieje.

-Louis co ty tu.. jak ty tu .. - Nerwowo krzyknął Zayn. Po chwili leżał już na podłodze.

piątek, 6 września 2013

Rozdział 1

Zadzwonił budzik. Byłam umówiona na spotkanie w sprawie pracy w kiosku.. nie miałam z czego żyć.
Szybko zerwałam się z łóżka, pobiegłam wziąć szybki prysznic i ubrałam się.

- A jak mnie nie przyjmą ?! Jak powiedzą że jestem za młoda ?! Jezu .. dobra nie histeryzuj Mon.. - pomyślałam.

Poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Nie było dużo czasu... zrobiłam sobie 2 kanapki oraz wyjęłam z lodówki mojego tymbarka.
Zjadłam w 10 minut, była godzina 8.32.
-Zostało 27 minut... - pomyślałam.
Pobiegłam umyć zęby i się uczesać. Zajęło to 10 minut.
-17 minut ?! Muszę biec !
Wzięłam klucze ze stołu, wybiegłam z domu. Zamknęłam drzwi. Wskoczyłam na rower i pojechałam na ulicę Mleczną, czyli tam gdzie miałam dostać pracę. Zupełnie zapomniałam o tym że zostawiłam klucze w drzwiach.. nawet o tym nie pomyślałam i nie wiedziałam. Byłam na miejscu. Zaczepiłam rower przy płocie żeby nikt go nie ukradł. Godzina 9.00, w sam czas dotarłam na miejsce. Uff! Weszłam do kiosku

-Dzień dobry ! Przyszłam na te spotkanie w sprawie pracy. - Z uśmiechem powiedziałam do pani kasjerki.
-Witam ! Tak, dostarczono mi tą informacje. Chodź tu, popatrzysz jak obsługuję klientów. Potem ty kilka będziesz obsługiwać, i tak na zmianę. Potem powiem ci czy dostałaś tą prace, czy nie. Okej, chodź.
Patrz, klikasz tu.. i kasa się otwiera, tu leżą 50 gr, tu zł itd. Co nie ? No a tu ją zam...

-ODDAWAJCIE KASĘ ! -Wpadli jacyś gangsterzy. Krzyknęłam ze strachu. Było ich.. 4 ! tak, 4 !
Wybiegłam z kiosku jak najszybciej. Jak najszybciej, ale po kryjomu .. odczepiłam rower i szybko jechałam byle gdzie. Mój rower o coś uderzył.. spadłam z roweru na prawy bok.. leciała mi krew z łokcia, ramienia, kostki .. nie wiem jeszcze czego. Jedyne co poczułam to że ktoś bierze mnie na ręce i zanosi mnie na jakiś skuter.. nie mówiłam nic. Bałam się i wszystko mnie bolało. Czułam że już jedziemy, nie zdążyłam złapać się niczego, złapałam się tylko.. czyichś ramion. Czułam tytoń i dużo perfum. Wiedziałam że jeśli nie puszczę, stanie się coś.. czułam to.. Szybko złapałam się tej "kierownicy" od motoru, tak aby nie przeszkadzać ... nie wiem nawet komu.. Chciałam się obrócić żeby zobaczyć kto to w ogóle jest.. gdy już miałam go zobaczyć, zasłonił mi oczy. Debil.. W końcu się odezwałam..

-Mogę wiedzieć gdzie jedziemy ? I kim jesteś ? I czego chcesz ? -spytałam ze złością.

Nie odpowiedział. Spytałam ponownie, z większą złością !

-PYTAM SIĘ KIM JESTEŚ, GDZIE JEDZIEMY I CZEGO CHCESZ !

Motor się zatrzymał. Poczułam dreszcze .. bałam się. Zatrzymaliśmy się w jakimś lesie. Chmury były szare, krople spadały z nieba. Bałam się coraz bardziej. W końcu nieznajomy zszedł z motoru. Wziął mnie na ręce. Krzyczałam z całych sił i płakałam. Rzucił mnie na trawę. Uspokoiłam się, ale w środku nadal bałam się i łzy mi leciały litrami. Podszedł do mnie.. podniósł mnie i mogłam zobaczyć jego wygląd, żeby potem opowiedzieć to w komisariacie. Był to wysoki mulat, piękne miodowe oczy.. był brunetem. Patrzał się na mnie przez chwile.. W końcu  wziął taśmę i zakleił mi usta i ręce. Łzy leciały mi jakieś. powiedziała bym.. 50 km/h ! Zauważył to. Podszedł do mnie.. staliśmy pare mm od siebie.. w końcu przytulił mnie.. 


-Co tu się dzieje ? Jakiś gościu najpierw wpada do kiosku i krzyczy że chce forsę, potem wsadza mnie na motor, potem rzuca mnie na trawę, patrzy mi się w oczy, zakleja usta i ręcę taśmą a teraz.. przytula ?!

Odepchnęłam go swoim ciałem. Wtedy ocknął się.
-Jestem Zayn. Jedziemy do mnie. Liam przywiezie nam twoje klucze. Potem pogadamy.. Chcę .. ja ... nieważne. Jedziemy.

-JAK TO KLUCZE W DRZWIACH ZOSTAWIŁAM ?! Eh nie ważne.. skąd on wie że je tam zostawiłam ?!

Ehh. a gdyby tak. mam plan !

-Mmmyozmymimizmeo dosauausu wicji ? -Spytałam
-Nie zdejmę ci taśmy, będziesz się wydzierać.
Pokiwałam przecząco. Zdjął mi taśmę. Z ust i rąk.
Spytałam :
-Mogę .. na chwile.. do lasu.. boo... wc.. i.. - spytałam.

-Jezu, dobra ale szybko! A jak zaczniesz się wydzierać.. to cię zabiję. Będziesz MARTWA.



Wystraszyłam się. Pobiegłam do lasu. Biegłam żeby uciec "drugą stroną"
Spadłam. Walnęłam się w głowę. Chciałam krzyczeć.. ale za późno. Zayn chwycił mnie za nadgarstki.. z całą siłą ciągnął. Nie zapominając o taśmie, którą zakleił mi usta. Wsadził mnie na motor. Odjechaliśmy.. po 5 minutach dotarliśmy, weszliśmy do jego willi.. rzucił mnie na kanapę i zamknął drzwi. Ja ryczałam jak jakieś 3 letnie dziecko. Zayn.. zbliżał się do mnie.Oderwał mi taśmę z ust. Pisnęłam.. krew leciała mi z wargi. Zaczął mną szarpać.
-Głupia... debilko ! Ja się o Ciebie troszczę a ty mi uciekasz !? -Szarpał mną cały czas, zdarzało mu się podnieść rękę.
-To się nazywa troszczenie ?! Ty jesteś jakimś ..
-No dawaj ?! Kim jestem?! Podniósł rękę.
-Debilem, idiotom, typowym egoistą !

-Co powiedziałaś Kotku?  - Zaśmiał się złośliwie Zayn
-Nie mów tak do mnie ! -Krzyknęłam.
Zayn zaczął się śmiać.. po chwili.. spadłam na podłogę zaczęłam ryczeć. Nie wiem czemu..
Zayn podszedł do mnie. Kucnął.. i objął mnie ramieniem, przytulił mnie czule mówiąc że przeprasza i że przyniesie mi coś do picia.

[Oczami Zayna]

Cholera co ja jej zrobiłem.. Niewinna dziewczyna boi się mnie... uderzyłem ją.. co by tu wybrać.. woda.. oranżada.. herbata.. hm.. dobra dam jej oranżadę.
***
[Oczami Moni]
Przestaję ryczeć.. może udam że zasnęłam ? Ciekawe co zrobi..  dobra.. kłade się. Oj nie tak, nie wygodnie, tak też nie. O jezu idzie ! Kładę się byle jak.
***
Zayn wszedł do pokoju i zobaczył że zasnęłam na podłodze. Odłożył oranżadę. Podchodził do mnie.. pochylił się kucnął i..








Sorki że takie słabe ale dopiero się rozkręca ! :3
















Prolog

Zayn Malik 
Lat : 20
Kariera : Piosenkarz w zespole, cichy gangster







Louis Tomlinson
Lat : 21    
Kariera : Razem w zespole z Zaynem oraz 3 innymi chlopakami, nie jest gangsterem










Od lewej : 

Niall (19/20 lat)
Liam (20 lat)
Harry (19 lat)
Wszyscy w zespole.











Monica Smith
18 lat
Kariera : Brak


Rozdział 1 niedługo !